wspólnota czytelnia
ludzie strona główna
wydarzenia adresy
linki
problem osoby w sercu miłości tajemnica ojca tomasz
doktor list do przyjaciela wprowadzenie do
arystotelesa człowiek wobec śmierci powołani do miłości o
wspólnocie o
adoracji o
marcie robin
M.-D. Goutierre, Człowiek w obliczu własnej śmierci (fragment)
Rozdział piąty
Zbawienie a nieśmiertelność
Tamten świat: etyka religijna a zbawienie
Analizując myśl Camusa, zetknęliśmy się z trzema postawami człowieka absurdalnego, trzema typami człowieka, ukazującymi praktyczną postawę człowieka w obliczu śmierci. W rzeczywistości może ona być wieloraka. Może to być postawa absurdu, jak u stoika, który usztywnia się wobec cierpienia. Ale zawsze, w każdym wypadku, jest to postawa człowieka, który rozpatruje swe życie w świetle swej śmierci. Kiedy człowiek zostaje skonfrontowany z wydarzeniem śmierci, staje wobec pytania o sens swego życia. Staje więc również wobec dokonanych niegdyś przez siebie wyborów, które ukierunkowały jego życie osobiste. A ponieważ zaś śmierć jest czymś absolutnym poznawalnym przez zmysły, nieodwracalnym, nie istnieje możliwość wybiegu. Nie istnieje więc również możliwość złudzenia! Dlatego, w pewien sposób, człowiek jawi się w swej prawdzie, kiedy staje wobec śmierci; tak twierdzili stoicy, lecz ujmując to w sposób nazbyt wyłącznie moralny. Wszystkie zewnętrzne działania ludzkie pozwalają jeszcze utrzymać jakąś fasadę dla innych, ale wobec śmierci nie ostaje się żadna fasada. Wyjątkowo wymownie ukazuje to sztuka XIV i XV wieku, zwłaszcza w tańcach śmierci… Niezależnie od tego, czy jest się papieżem, cesarzem, księciem, biskupem czy prostakiem, śmierć konfrontuje nas z prawdą. I jest taka sama dla wszystkich ludzi, sprowadzając wszystkich do jednego poziomu: wszelkie ludzkie godności, cała zbyt zewnętrzna chwała znika, wszelkie pozory opadają, aby obnażyć prawdę serca i tytuły do prawdziwego szlachectwa! Radykalne ogołocenie ze wszystkich pozorów, do którego „zmusza” śmierć, prowadzi zatem do dwóch stwierdzeń, będących zarazem zasadniczymi pytaniami, głęboko ze sobą powiązanymi: to pytanie o głębię i o prawdę naszych ludzkich więzi, naszych przyjaźni; a także pytanie o ostateczny sens naszego ludzkiego życia, które spełnia się w poszukiwaniu i odkrywaniu Bytu pierwszego i w odkrywaniu tamtego świata, zbawienia. Te dwa pytania dogłębnie wiążą się ze sobą. Faktycznie, śmierć przyjaciela jest już w pewien sposób moją śmiercią, gdyż przerywa rozwój naszej przyjaźni. A jeśli moja miłość skłania mnie do zadawania sobie pytań o los, o przeznaczenie przyjaciela, to pytanie staje się bardzo konkretne także i dla mnie: pewnego dnia i ja stanę wobec śmierci. Jak ją wtedy przeżyję? Czy będzie ona dotarciem do celu, czy też powrócę do niebytu? Czy będzie ona przejściem? Ale do jakiego świata?
Te pytania są wyraźnie obecne we wszystkich kulturach, zarówno w opowieściach mitycznych, jak również w konkretnych zachowaniach wyrażających kult i szacunek dla zmarłych. Otaczanie religijnym szacunkiem zmarłego i sprawowanie obrzędów na jego cześć to współdziałanie, w pewien sposób, ze zbawieniem, z przejściem na tamten świat. Jest to wyjątkowo wyraźnie obecne u Greków[1], którzy w szczególny sposób wyrażają pewną ludzką komunię w obliczu śmierci: śmierć przyjaciela stawia mnie w obliczu mojej własnej śmierci i wydobywa na jaw więź, która mnie z nim łączy. Istnieje zatem szczególnie silna więź pomiędzy przyjaźnią, śmiercią i sacrum. Ukazuje to Antygona, która nie mogła postąpić inaczej, niż oddać cześć swemu bratu grzebiąc jego zwłoki. Miłość braterska, zakorzeniona we wspólnocie natury pomiędzy ludźmi, jest źródłem komunii, która sprawia, że ludzie są związani ze sobą w śmierci. Nietrudno uchwycić niezwykle głęboką więź między przyjaźnią, śmiercią i postawą religijną. Śmierć, która nas dotyka, to śmierć kogoś, kogo kochamy, gdyż przerywa rozwój naszej przyjaźni, jednocześnie łącząc nas z osobą przyjaciela w nowy sposób. Czyż nie jest to jedno z pierwszych przeczuć nieśmiertelności? Prawdziwa przyjaźń pozostaje wierna poza granicą śmierci; w pewien sposób nadal więc trwamy w komunii z osobą, która nas opuściła. To właśnie wyjaśnia, dlaczego w wyobraźni możemy posunąć się wręcz do stwierdzenia, że po śmierci kochanej osoby nie będziemy umieli dalej żyć. Jeśli jednak nie możemy pójść za przyjacielem w jego śmierć, nawet z miłości (dlatego, że ludzka miłość nie jest substancjalna, pozostaje intencjonalna), to wobec tego nadal, w tajemniczy sposób, jesteśmy zjednoczeni z jego osobą w przyjaźni. Tak oto wierność w przyjaźni wciela się ostatecznie w religijny szacunek okazywany temu, kto umarł. Miłość przyjaźni pozwala mi w bardzo szczególny sposób przeżyć śmierć przyjaciela, jeśli bowiem łączy mnie z jego osobą przyjaźń, to jego los w śmierci jest w pewien sposób moim losem. Oczywiście, jego osobowy, autonomiczny byt nie jest moim bytem; jego życie ani jego źródło nie jest moim życiem ani źródłem. Jeśli jednak przyjaciel jest moim drugim ja, to poprzez jego śmierć coś ze mnie, w tajemniczy sposób, przechodzi przez tę próbę. Zbawienie mojego przyjaciela dotyczy więc mnie, a śmierć tego, kto jest moim bratem w człowieczeństwie, jest w jakiś sposób moją śmiercią. Doświadczenie prawdziwego wyboru przyjaciół, nawet jeśli śmierć przerywa dokonywanie się przyjaźni, pozwala nam zrozumieć, że wierność w miłości przyjaźni trwa nadal poza granicą śmierci. Istotnie, miłość przyjaźni dotyczy osoby. A zatem w bardzo konkretny sposób pojawia się tutaj pytanie o jego śmierć: co się stanie z naszą przyjaźnią, kiedy zostanie ona przerwana przez śmierć? Nieobecność przyjaciela, który mnie opuścił, który odszedł do nieznanego mi, tamtego świata, skłania mnie do stawiania pytań: co on przeżywa, gdzie jest? I do zwrócenia się ku owemu tamtemu światu: co ja będę przeżywać poza granicą śmierci? Czy odnajdę tego, kto mnie opuścił?
Śmierć, która przerywa dokonywanie się miłości przyjaźni, otwiera nas także w sposób szczególnie osobisty na postawę religijną: wobec śmierci przyjaciela, osoby, którą kocham i która mnie kocha, nie mam innego wyjścia, niż powierzyć to Bogu Ojcu, który, jeśli istnieje, jest Stwórcą duszy mojego przyjaciela i ją strzeże. Nie wiem, co ona przeżywa, już z nią nie jestem, już nie ma wspólnego życia, ale ta dusza jest w rękach Stwórcy, Ojca, jeśli On istnieje. Z punktu widzenia przeżywanej miłości przyjaźni, śmierć stawia więc natychmiast kwestię religii. Dlatego jednym z najważniejszych wymiarów wszystkich kultur i tradycji religijnych jest kult zmarłych, za pomocą którego ludzie wyrażają więź utrzymywaną z tymi, którzy ich opuścili. Pomyślmy o tych naiwnych, lecz bardzo wymownych gestach, jak obdarzanie zmarłego wszystkim, czego mu potrzeba na podróż! W ten sposób ludzie wyrażają również to, że wspólnota rodzinna, polityczna i religijna nie może zrywać więzi ze zmarłymi. Wciąż należą oni do wspólnoty, do rodziny, do państwa. Czyż nie kryje się tutaj bardzo wymowny znak nieśmiertelności i głęboko zakorzenione pragnienie, aby być w pewien sposób ponad rozłąką, jaką wprowadza śmierć? Przy omawianiu tego zagadnienia możemy przypomnieć Iliadę. Pieśń XXIII, poświęcona żałobie Achillesa, zawiera całą refleksję na temat przyjaźni i miłości braterskiej w obliczu śmierci[2]. Znajdujemy tutaj również wyraz pierwszego przeczucia nieśmiertelności, które uzasadnia jednocześnie religijny gest grzebania zwłok i żałobną ucztę, znak komunii[3]:
„Biada, więc
jeszcze istnieje w mrocznym domostwie Hadesa
Dusza i ziemski kształt, ale z siedliska życia wyzuty.
Przecież przez całą noc dusza nieszczęśliwego Patrokla
Stała nade mną i skargi wypowiadała i żale
Dając zlecenia przeróżne. A tak do niego podobna”[4].
Przyjaźń
pozwala rozpocząć wspólne życie i wymaga, by przyjaciół nie rozdzielała
śmierć: los tego, który zmarł, zależy w pewnym sensie od przyjaciela, który
pozostaje z nim związany i nadal żyje na ziemi.
Ukazuje nam to
również znaczenie, przypisywane miejscu pochówku: chcemy spocząć tam, gdzie
leżą ci, których kochamy, a to zakorzenia nas w jakiejś ziemi, w jakiejś
ojczyźnie, wiążąc z jakąś rodziną. Miejsce pochówku jest ważne dla
rodziny, stanowi część dziedzictwa i miejsce pamięci: pamięci świętej,
związanej ze spotkaniem z Bogiem. Ofiary na grobach zmarłych mają nam
przypomnieć, że wszyscy zaznamy tego samego losu, pozostajemy ze sobą związani
i jesteśmy w rękach Boga. Dla chrześcijanina, należącego do Chrystusa, który
umarł i zmartwychwstał, grób staje się błogosławionym miejscem oczekiwania
na Zmartwychwstanie.
[2] Oto, co wyrażają słowa, jakie dusza Patroklesa kieruje do Achillesa: „Śpisz, Achillesie, spokojnie, o przyjacielu nie pomnisz. O mnie żyjącym tyś myślał, lecz zapomniałeś o zmarłym. Prędko mnie połóż na stosie, bym wszedł za bramy Hadesa…” (Homer, Iliada, Pieśń XXIII, s. 519).
[3] Tamże, Pieśń XXIII, s. 518-519.
[4] Tamże, s. 520-521.