[
poprzedni fragment]
Antygona
i wierność miłości braterskiej
Mówiąc o związku
między miłością przyjaźni, śmiercią i tamtym światem, z pewnością pomyślimy
o Antygonie Sofoklesa. Czy wobec śmierci
brata, którego Kreon zabronił pochować, powinna okazać posłuszeństwo prawu
ludzkiemu, które uważa za niesprawiedliwe, czy też prawu boskiemu, nakazującemu
oddać cześć ciału brata, Polinika? Kreon zabronił go pochować, Antygona łamie
ten zakaz i z tego powodu zostaje skazana na pogrzebanie żywcem w grobowcu:
Gdzieś na
bezludnym zamknę ją pustkowiu,
W skalistym lochu zostawię żyjącą,
Strawy przydając jej tyle, by kaźnię
Pozbawić grozy i klątwy nie ściągnąć;
A tam jej Hades, którego jedynie
Z bogów uwielbia, może da zbawienie –
Lub pozna wreszcie, jeśli marnie zginie,
Że próżną służbą czcić hadesu cienie”[5].
Kreon wobec śmierci
staje się bezwzględny i nakazuje szybkie wykonanie wyroku:
Czyżby kto
ustał w przedzgonnych tych skargach,
Gdyby mu dano się żalić bez końca?
Bierzcie stąd dziewkę i w ciemnym ją grobie
Zawrzyjcie zaraz, jak już nakazałem.
Tam ją zostawcie samotną, by zmarła,
Albo też żywa pędziła dni marne;
Tak wobec dziewki zostaniem bez winy,
A nie ścierpimy, aby wśród nas żyła”[6].
Wtedy rozlega
się skarga Antygony na śmierć i grób:
Grobie, ty
mojej łożnico miłości,
Mieszkanie wieczne, ciemnico sklepiona!
Idę do moich, których tylu gości
W pozgonnych domach boska Persefona.
Za wami idę ja, co w życia wiośnie
Zginęłam, prawie nie zaznawszy świata.
A tuszę, że mnie tam przyjmą radośnie,
Ty, ojcze, matko, i miła dłoń brata:
Bom tu z miłosną służbą wasze ciała
Własną obmyła, namaściła ręką;
Żem bratnie zwłoki uczciwie grzebała,
Taką mnie darzą podzięką!
Mam u szlachetnych ludzi cześć i chwałę,
Lecz potępienie ze strony Kreona,
Bo on me czyny uznał za zuchwałe.
Ręką więc jego teraz uwięziona,
Ani zaznawszy słodyczy wesela,
Ni uczuć matki, ni dziatek pieszczoty,
Schodzę tak sama i bez przyjaciela,
Nieszczęsna, żywa do grobowej groty.
Jakież to bogów złamałam ustawy?
Jakże do bogów podnosić mam modły,
Wołać o pomoc, jeżeli czyn prawy,
Który spełniłam, uznano z
a podły?
Lecz jeśli z bogów to zrządzenie płynie,
Trzeba mi winnej znieść w ciszy cierpienia.
Jeśli ci błądzą, niech sięgnie ich w winie
Kaźń równa z bogów ramienia!”[7].
Oto tragizm śmierci
ukochanego brata, umiłowanego miłością świętą, religijną, opartą na więzach
krwi, w obliczu ludzkiej sprawiedliwości. Wobec niesprawiedliwości ludzkiej,
Antygona odwołuje się do sprawiedliwości boskiej, ale w jej słowach
odkrywamy coś w rodzaju przebaczenia:
…niech sięgnie
ich w winie
Kaźń równa z bogów ramienia!.
Śmierć i zbawienie: przykład Gorgiasza
Drugie
zasadnicze pytanie, jakie zadaliśmy, dotyczy poszukiwania zbawienia: czy poza
granicą śmierci istnieje jakieś zbawienie? I w jaki sposób zależy ono od
naszego życia na ziemi? Czy jest czymś arbitralnym, czy też zależy od
naszego ludzkiego życia, od dokonywanych przez nas wyborów i od naszej wolności?
Już Platon bardzo jasno stawia to zagadnienie w
Gorgiaszu,
odwołując się do mitu sądu nad umarłymi, będącego ostatecznym rozstrzygnięciem,
które musi opierać się na prawdzie i sprawiedliwości.
Gorgiasz
przedstawia dyskusję między Sokratesem i sofistami, dotyczącą następującego
problemu: w jaki sposób winniśmy prowadzić nasze życie? Czy należy żyć
zgodnie z filozofią, czy sofistyką? Chodzi zatem o problem etyczny, o problem
prawdy ludzkiego celu w dążeniu do szczęścia. Czy człowiek
zyskuje więcej żyjąc jak sofista, pośród tego, co konwencjonalne, troszcząc
się jedynie o zdobycie władzy i swoją skuteczność, czy też powinien
kierować się filozofią i dążyć do prawdy, która domaga się sprawiedliwości?
Był to w istocie jeden z zasadniczych problemów, jakie stawiali sofiści: czy
działanie zgodne ze sprawiedliwością zawsze jest korzystne? Prowadzi on do
postawienia pytania: co domaga się od nas, byśmy żyli w sprawiedliwości?
Sokrates podkreśla, że zawsze można oszukiwać, stwarzać złudzenia, ale
nadchodzi chwila, gdy sąd staje się zupełnie inny. Co naprawdę jest warte
moje życie w obliczu śmierci? Jest to problem prawdy praktycznej i związku między
tym, co dobre, pożyteczne i sprawiedliwe. Zdaniem sofistów należy działać,
mając na względzie pożytek, a więc niekiedy niesprawiedliwie. Sokrates
pokazuje natomiast, że człowiek, będąc sprawiedliwym, zawsze odnosi korzyść,
a to dotyczy już sensu samego celu.
Tym, co umożliwia
taki pogląd, jest nieuchronność śmierci. Sokrates wypowiada do Kalliklesa
następujące słowa: „… jestem przekonany, że zobaczyłbyś mnie przyjmującego
śmierć ze spokojem. Sama śmierć bowiem nie budzi strachu, chyba że w kimś
całkowicie pozbawionym rozsądku i tchórzu; to, czego trzeba się obawiać, to
popełnienia niesprawiedliwości: jeśli bowiem dusza, zstępująca do Hadesu,
obarczona jest wieloma winami, jej nieszczęście jest ogromne. Jeśli chcesz,
opowiem ci coś, co pokaże, że tak właśnie jest”
[8].
Nietrudno tu
stwierdzić, że mit został włączony w obręb filozofii, co już podkreślaliśmy
[9].
Postawiony problem filozoficzny dotyczy sprawiedliwości i śmierci. Sokrates
twierdzi, iż boi się nie samej śmierci, lecz życia w niesprawiedliwości.
Aby to udowodnić, opowiada mit, który ma przekonać rozmówcę. Kallikles może
go uznać za bajkę, ale Platon przedstawia go jako prawdę:
„Za czasów
Kronosa istniało bowiem prawo dla ludzi, które też i zawsze panuje wśród
bogów, zgodnie z którym człowiek po sprawiedliwym życiu idzie mieszkać na
szczęśliwe wyspy, gdzie przebywa w pełnej szczęśliwości, z daleka od zła;
ten, kto był niesprawiedliwy i bezbożny, idzie do miejsca pokuty i kary
zwanego Tartarem”
[10].
Jednakże „żywi
sądzili żywych” i dlatego „wyroki te były źle wydawane”. Postawiony tu
problem dotyczy sędziego i sprawiedliwości: czy sąd po śmierci jest
sprawiedliwy, czy rozeznanie przeprowadzone przez sędziego jest zgodne z prawdą?
Platon podkreśla, że niesprawiedliwość bierze się stąd, iż jeden żywy sądzi
drugiego żywego. Postać sofisty osądza życie własne i innych ludzi w
odniesieniu do bezpośredniej, ziemskiej skuteczności. W micie Zeus postanawia
położyć kres temu stanowi rzeczy: „bowiem wyroki są źle wydawane, ponieważ
sądzi się ludzi ubranych, gdyż jeszcze żyjących”, czyli mających ciała.
„Wielu jest bowiem takich, którzy złe dusze przyodziali w ciała piękne, w
szlachetne pochodzenie, w bogactwo i w dniu sądu przychodzi wielu świadków świadczących,
że ci żyli sprawiedliwie”
[11].
Jak widzimy,
pojawia się tutaj typowo platońska problematyka różnicy między pozorem (ciałem)
i prawdą (duszą). I możemy być pewni, że w myśli Platona proces Sokratesa
pozostaje obecny jako przykład takiego wyroku, opartego na pozorach i opinii.
Platon, nadal pozostając na poziomie mitu, dochodzi do wniosku, że to właśnie
ta decyzja Zeusa jest powodem, dla którego ludzie odtąd już nie będą znali
wcześniej godziny swojej śmierci. Wkłada w usta Zeusa następujące słowa:
„Przede
wszystkim – powiedział – trzeba skończyć z tym,
że ludzie przewidują własną śmierć, jak to jest teraz.
Powiedziałem już Prometeuszowi, by położył temu kres”
[12].
Łatwo zauważyć,
że mit ten wyraża szczególnie wstrząsającą prawdę ludzką: nie wiemy,
kiedy umrzemy. Jak się zatem do tego przygotować? Gdybyśmy wiedzieli, że
jutro umrzemy, uporządkowalibyśmy wszystko. I moglibyśmy przygotować sobie
jakiś pozór, jakąś fasadę. Ale śmierć nie może być ziemska! Platon chce
nam tutaj uświadomić, że w obliczu śmierci znika wszelki aspekt ziemski. A
ponieważ nie znamy godziny naszej śmierci, stale musimy trwać w postawie
prawdy, w wewnętrznej prawdzie, która jest ponad ludzkimi i ziemskimi
pozorami. Nieuchronne nadejście śmierci wymaga od człowieka, by postawił
sobie pytanie o praktyczną prawdę swego życia i swej osoby, co widać w
bardzo radykalny sposób w dociekaniu filozoficznym.
„Następnie
trzeba ich sądzić pozbawionych całego tego przybrania: muszą być sądzeni
po śmierci. Także sędzia powinien być nagi, umarły: jego dusza będzie
widzieć jasno duszę każdego zaraz po śmierci, bez żadnych krewnych i taką,
która pozostawiła na ziemi wszystkie swe przybrania – wtedy wyrok będzie
sprawiedliwy. Wiedziałem o wszystkim wcześniej niż wy i wyznaczyłem na sędziów
moich własnych synów: dwóch z Azji, Minosa i Radamantysa, jednego z Europy,
Ajakosa; skoro zakończą oni życie, będą sprawować sądy na łące, na
rozstaju, skąd rozchodzą się dwie drogi: jedna na wyspy szczęśliwe, druga
do Tartaru. Tych, którzy pochodzą z Azji, będzie sądził Radamantys, tych z
Europy Ajakos; Minosowi dam prawo rozstrzygania, gdy dwaj pozostali będą mieli
wątpliwości, aby wyrok decydujący o kierunku podróży ludzi był najbardziej
sprawiedliwy.
To słyszałem,
Kalliklesie, i uważam to za prawdę; z tej opowieści wyciągam następujące
wnioski. Śmierć nie jest moim zdaniem niczym innym jak rozłączeniem się
duszy i ciała…”
[13].
Po czym Platon rozwija mit w kategoriach filozoficznych, wydobywając z niego – z moralnego
punktu widzenia – pytanie o prawdę duszy człowieka w obliczu Boga.
[ciąg dalszy]
[5]
Sofokles,
Antygona, s. 41.
[6]
Tamże, s. 45.
[7]
Tamże, s. 46-47.
[8]
Platon: Gorgiasz, 522 e, s. 125.
[9]
Por. wyżej
[10]
Gorgiasz, 523 a-b, s. 126.
[11]
Tamże, 523 c, s. 126.
[12]
Tamże, 523 d-e, s. 126.
[13]
Tamże, 523 e – 524 b, s. 126-127.
strona główna początek
strony