wspólnota   czytelnia   ludzie   strona główna   wydarzenia   adresy   linki
problem osoby   w sercu miłości   tajemnica ojca   tomasz doktor   list do przyjaciela   wprowadzenie do arystotelesa   człowiek wobec śmierci   powołani do miłości   o wspólnocie   o adoracji   o marcie robin

M.-D. Goutierre   Człowiek w obliczu własnej śmierci (fragment)

[1] [2] [3] [4]

   ściągnij cały rozdział piąty

poprzedni fragment]

Od ludzkiej przyjaźni do postawy religijnej

Zgłębiając te zagadnienia z filozoficznego punktu widzenia, wyraźnie czujemy, że gdy człowiek staje w obliczu śmierci i swego osobistego przeznaczenia, przechodzimy z jednego poziomu na inny: problem ten jest jednym z miejsc spotkania ludzkiej etyki przyjaźni z ludzką etyką religijną. Śmierć w pewien sposób „zmusza” człowieka do stanięcia przed Bogiem w postawie adoracji i w sprawiedliwości. Jest to wymaganie wewnętrznej prawdy. Jeśli większość ludzi tkwi w pozorach ziemskich układów, którymi rządzi dążenie do sławy i potęgi, to zupełnie inaczej jest z Bogiem, jeśli On istnieje: Bóg dokonuje rozeznania, Bóg zgłębia serce człowieka w prawdzie… Pytanie o przeznaczenie człowieka dotyka etyki z punktu widzenia prawdy, prawości jego intencji moralnej: kim naprawdę jest ten człowiek? Jaka różnica istnieje między pozorem, jaki przyjmuje, a prawdą jego serca? W gruncie rzeczy bowiem, w wielu dziedzinach te dwie sprawy mogą być ze sobą połączone czy splątane. Ostateczne przeznaczenie człowieka stawia nas zatem wobec poszukiwania ostatecznej i radykalnej prawdy etycznej. W obliczu śmierci i zbawienia człowiek już nie może się zadowalać byciem i życiem w ziemskich układach, opartych na pozorach. Wówczas to wszystko się wali i ujawniają się prawdziwe więzi między ludźmi. Zauważa to Sokrates: w śmierci człowiek jest sam; a jednak istnieje braterska i przyjacielska komunia: nie możemy zostawić kogoś, kogo kochamy, by samotnie przeszedł tę próbę. Istnieje tu pewne pragnienie przyjaźni: jak mogę towarzyszyć mojemu przyjacielowi, udzielać mu wsparcia w jego ostatecznej próbie, w tej próbie, która otwiera go na zbawienie? Z filozoficznego punktu widzenia mamy tutaj do czynienia z aspektem o zasadniczym znaczeniu; tajemnica chrześcijaństwa rozwija go poprzez tajemnicę świętych obcowania i modlitwę za zmarłych.

Osoba a nieśmiertelność

Wychodząc poza perspektywę etyki, możemy poruszyć problem nieśmiertelności z metafizycznego punktu widzenia. Czy w filozofii jesteśmy w stanie osiągnąć prawdziwe poznanie tamtego świata? Czy możemy odkryć nieśmiertelność duszy i poznać coś z przeznaczenia człowieka poza granicą śmierci? Widzieliśmy, że odkrycie duszy dokonuje się jakby na dwóch różnych i uzupełniających się drogach[14]: najpierw mamy pierwsze poznanie afektywne naszego wnętrza duchowego, które pozwala nam odkryć w naszym wnętrzu obecność duszy. Potem następuje filozoficzne, indukcyjne odkrycie zasady, immanentnej przyczyny życia: tego, dzięki czemu żyjemy, duszy. Jak widzieliśmy, już samo to odkrycie pozwala nam sprecyzować znaczenie rozróżnienia duszy i ciała. Analogiczny tok postępowania dotyczy odkrycia nieśmiertelności ludzkiej duszy, czy też, ściślej mówiąc, jej niezniszczalności. Najpierw osiągamy pewne poznanie afektywne, ludzkie; należy ono do porządku znaku. Nieśmiertelność naszej duszy i jej niezniszczalność możemy też odkryć na drodze filozoficznej.    Jak już mówiliśmy, nie chodzi o to, by najpierw mówić o jakimś „po” śmierci, ale by pojąć, że ludzka dusza, nasza dusza, jest zdolna trwać dalej, poza granicą swego zjednoczenia z ciałem i po wydarzeniu, jakim jest śmierć; że jest zdolna przetrwać to zerwanie, które dotyczy człowieka jako jednostki i dotyka jego osoby. Poznanie afektywne niezniszczalności ludzkiej duszy pojawia się w refleksji oraz w ludzkim i religijnym doświadczeniu ludzi: Iliada, Antygona, by wymienić tylko te dwa wybitne teksty, ukazują bogactwo i głębię ludzkiego doświadczenia. Opisują nie tylko obrzędy, jakie towarzyszą śmierci przyjaciela, ale ukazują również owo przeczucie nieśmiertelności, niezniszczalności ludzkiej duszy. Poznanie afektywne duszy (naszej i przyjaciela), obecnej w najtajniejszej głębi osoby, rozszerza się aż po pewność jej nieśmiertelności. Poznanie afektywne nie ma oczywiście ścisłości postępowania naukowego, lecz stanowi ludzki znak, który skrywa refleksję filozoficzną. Opiera się ono na dwóch zasadniczych rodzajach ludzkiego poznania, które pozwalają nam uchwycić, za pomocą znaku, coś substancjalnego w ludzkiej duszy, co jest „ponad” światem fizycznym. Platon dał temu w pewien sposób wyraz w Fedonie, gdy stwierdza, że dusza to życie samo w sobie. Kartezjusz dostrzegł to częściowo, absolutyzując wolność: czyż jego rozważania nie przywodzą na myśl czegoś z wewnętrznego doświadczenia autonomii naszej duszy, wykraczającego poza cielesne uwarunkowanie, które wiąże duszę ze światem fizycznym? Nie można się jednak na tym zatrzymać, gdyż wolność nie jest pierwsza - wolność określa nasze ludzkie działanie. Trzeba więc pójść dalej i spróbować sprecyzować, na jakim zasadniczym ludzkim doświadczeniu opiera się owo pierwsze poznanie afektywne niezniszczalności naszej duszy.

Miłość przyjaźni a nieśmiertelność

Najpierw chodzi o doświadczenie miłości przyjaźni, wzajemnej miłości duchowej, zawiązującej się w prawdziwym wyborze drugiej osoby ludzkiej. Faktycznie, jeśli śmierć dotyczy przeżywania przyjaźni, to istnieje coś, czego nie dotyka: głębokiej, duchowej więzi z osobą, kochaną tą niepowtarzalną miłością osobową. W miłości przyjaźni jest to doświadczenie wierności, związane z wzajemnym darem z siebie: z duchowym darem opartym na wolnym wyborze. Samo uczucie jest zmienne. Jest źródłem rozpaczy, gdyż nie zawiera w sobie wierności. Miłość namiętna pogrąża człowieka w następstwie w czasie, w stawaniu się, co świetnie pojął Camus, przedstawiając Don Juana jako uosobienie człowieka absurdalnego. Miłość namiętna umiera i odradza się w stawaniu się, gdyż dotyczy dobra zmysłowego, które zawsze jest ograniczone i zniszczalne. Natomiast miłość duchowa, świadoma, prawdziwa, miłość do osoby, zawiera w sobie wierność i zawiązuje się w wyborze. Wybór przyjaciela, osobowy, wymaga dobrowolnego zaangażowania woli, wypływającego z doświadczenia absolutu miłości duchowej do jednej osoby: „Kocham cię takim, jakim jesteś, który istniejesz w swej dobroci; dla mnie ta miłość jest taka, że wybieram ciebie ponad wszystkich innych”. Miłość przyjaciół wymaga więc wierności, która jest w pełni ludzka[15]. Jest to wierność wzajemnego wyboru w miłości duchowej. W miłości duchowej wierność domaga się więc tego, by nigdy nie ustawać, by nie ulec zniszczeniu przez śmierć: nie chodzi tu o dowód nieśmiertelności, lecz o immanentne pragnienie miłości, a co za tym idzie, o argument w postaci znaku. Miłość przyjaciół niesie ze sobą wymóg wierności; miłość duchowa, która dotyczy osoby, domaga się tego, by nie ustać. Dlatego śmierć jest złem dla miłości przyjaciół: jeśli prawdziwie kogoś kochamy, to nie możemy chcieć, aby umarł. Śmierć przerywa jednak przeżywanie miłości przyjaciół i ukazuje dystans, jaki istnieje między najgłębszym pragnieniem naszej miłości a jej przeżywaniem, które pozostaje ograniczone i intencjonalne. Z powodu śmierci nie możemy dłużej przeżywać naszej przyjaźni, rozłąka z osobą, którą kochamy, jest nieodwracalna. Oto bowiem miłość przyjaciół sama w sobie, będąca miłością duchową, niesie ze sobą pragnienie, a zarazem fakt realny bycia ponad stawaniem się. Namiętnoś1 zatrzymuje się na aspekcie zmysłowym, na tym, co zewnętrzne, na uwodzicielskim uroku, który wciąż się zmienia. Duchowa miłość przyjaźni, która wymaga wyboru, wiąże nas z daną osobą przede wszystkim w jej duszy. Całe wspólne życie, wszystkie spotkania z kochaną osobą są zatem przyporządkowane miłości do tego, co w niej najbardziej osobowe: do jej duszy, pragnienia prawdy, łaknienia miłości.  Jeśli więc w miłości dotykamy osobowego dobra duchowego, które jako takie jest ponad stawaniem się, to możemy zrozumieć, że jest w tym znak niezniszczalności naszej duszy. Osoba przyjaciela jest dobra, gdyż jest. Jej dobroć nie jest jakąś cechą zewnętrzną, zmienną, przypadkową. Ma w sobie coś radykalnego i ostatecznego, co dotyka samej osoby, w jej bycie i jej duchu. Bowiem dobroć przyjaciela jest dobrocią osoby, która w sposób radykalny ma substancjalną autonomię w porządku bytu (jest ponad kolejnymi zmianami), i która w sposób ostateczny kieruje się swym umysłem i swą wolą ku swemu osobistemu celowi: poszukiwaniu prawdy i miłości przyjaźni. 

Nieśmiertelność a tęsknoty człowieka

Z drugiej strony, możemy jeszcze posłużyć się tęsknotami, które człowiek w sobie nosi i które wyrażają jego pragnienia i jego łaknienie absolutu. Tęsknoty te są przeżywane w pragnieniu: człowiek szuka absolutu w porządku miłości i chce wiedzieć, czy ponad wszystkimi rzeczami, jakich doświadcza, istnieje ktoś, Osoba pierwsza. Może to nawet być wyrażone w sposób negatywny, co koniecznie trzeba zrozumieć w odniesieniu do egzystencjalizmu: to wszystko, czym żyjemy, nie zadowala nas, coś pozwala nam przeczuwać, że w tym świecie nie jesteśmy całkowicie sobą. A im bardziej świat jest naznaczony nietrwałością, tym silniejsze jest to przeczucie, sięgające niekiedy lęku, bardzo wyraźnie obecnego w filozofii egzystencjalistycznej. To nieusatysfakcjonowanie dotyczy wszystkich dóbr, wszystkich rzeczy, nawet ludzi, jakich możemy doświadczyć. Wszystko, czego doświadczamy, nawet jeśli jest czymś bardzo wielkim, zawsze niesie ze sobą ograniczenie, które budzi chęć, pragnienie absolutu; właśnie sztuka bardzo dobitnie wyraża to na swój sposób. Wszystkie rzeczy realne, które znamy, są ograniczone, lecz żadne z nich nie jest prawdą; wszystkie rzeczy realne, które kochamy, są dobre, ale żadne z nich nie jest dobrocią. Możemy kochać wiele osób, ale żadna z nich nie jest najwyższym Dobrem. Nie mamy też prawa powiedzieć komuś: „Kochasz mnie, jestem twoim dobrem; możesz więc kochać tylko mnie”. To samo się dzieje w porządku prawdy: „Jestem dla ciebie drogim przyjacielem; a zatem wszystko, co myślę, jest dla ciebie prawdą”. Takie stwierdzenie jest niemożliwe i fałszywe, gdyż nasz umysł zależy od tego, co jest, od istniejącej rzeczywistości, i dąży do uzyskania oczywistej pewności tego, co stwierdza. Oto dlaczego ludzka wiara, dotycząca innej osoby, jest poznaniem niedoskonałym. Oto dlaczego również argument autorytetu („tak twierdzę, gdyż dany filozof to mówi”) jest w filozofii najsłabszy. Poszukiwanie prawdy stanowi dla osoby ludzkiej źródło bardzo szczególnej, osobistej autonomii. Negatywnie pojmujemy więc na tej podstawie, że człowiek poszukuje dobra absolutnego i prawdy absolutnej. Dlatego czuje się obcy w tym świecie. I w pewien sposób wszelkie ludzkie doświadczenie niesie ze sobą zalążek nicości, ma posmak popiołu. To nieusatysfakcjonowanie ukazuje „w negatywie” pragnienie czegoś absolutnego, jakie człowiek żywi. To przeczucie należy do porządku intuicji afektywnej, mniej lub bardziej świadomej, mniej lub bardziej jasno wyrażanej, mniej lub bardziej realistycznej. Trzeba zatem pogłębiać je i nadawać mu sens na podstawie realistycznego sądu filozoficznego, odnoszącego się do istniejącej Rzeczywistości, bo tylko ona może wyjaśnić usilne pragnienie absolutu, jakie człowiek w sobie nosi. Intuicja afektywna nie stanowi bowiem dowodu, lecz znak. Od tęsknoty za absolutem nie można przejść do twierdzenia, że absolut istnieje. Gdy jednak dowiedziemy tego na drodze poznania filozoficznego, wówczas oświecimy mądrością i podejmiemy kwestię tęsknoty za absolutem, jaką człowiek w sobie nosi.

Tęsknota, sztuka i mądrość

Kiedy więc stajemy na poziomie mądrości, nie powinniśmy więc lekceważyć rozumowania z porządku znaków: przygotowuje ono do refleksji filozoficznej w ścisłym znaczeniu tego słowa. Wszyscy ludzie pragną mądrości i pragną kochać Osobę pierwszą. Znakiem tego jest fakt, iż nigdy nie są usatysfakcjonowani tym, co posiadają, i do utraty tchu poszukują absolutu, niekiedy nawet w dobrach pozornych i zniszczalnych, które nie mogą ich zadowolić. Tomasz z Akwinu posuwa się wręcz do stwierdzenia, że człowiek, który kocha bogactwo czy przyjemność i poświęca temu całą swą uwagę, bezwiednie szuka Boga, będącego dobrem ostatecznym i jedynym, jakie może zaspokoić jego umysł i wolę[16]. Musimy więc oczyścić naszą intuicję afektywną i pragnienie absolutu poprzez odkrycie istniejącej Rzeczywistości pierwszej. Nie mamy tutaj ani stwierdzenia nieśmiertelności, ani, w ścisłym sensie tego słowa, odkrycia istnienia Boga, lecz mamy, „w negatywie”, wezwanie do dociekania, co może w pełni i do końca nadać cel życiu człowieka. W ten sposób możemy podjąć, na poziomie mądrości, różne formy rozwoju filozofii przeżycia, tęsknoty człowieka, tradycje religijne i mity… New Age jest mitem, nieskończony postęp nauki jest mitem, reinkarnacja jest mitem… To wszystko pokazuje, że człowiek do utraty tchu próbuje wyjść poza ograniczenia swej ziemskiej i śmiertelnej kondycji. Tęsknota i pragnienie mogą, oczywiście, rozwinąć się na poziomie wyobraźni i zmienić w pełne pychy skupienie się człowieka na samym sobie, a to może doprowadzić nawet do takiej sytuacji, że człowiek nie będzie już w stanie odkryć i uznać istnienia Bytu pierwszego, Stwórcy. Tęsknota i pragnienie mogą też jednak zostać przemienione i podjęte przez umysł poszukujący prawdy i mądrości. Czyż rola sztuki nie polega właśnie na „utrwalaniu” i wyrażaniu w zrealizowanym ideale jakościowym (dziele) tęsknot, jakie człowiek w sobie nosi? Artysta to „prorok” tęsknot człowieka, gdyż za pośrednictwem tego, co postrzegalne zmysłowo, daje człowiekowi wyczucie czegoś absolutnego, co zwraca się do duszy. Dlatego sztuka ma charakter kształcący. Owszem, artysta nie stara się, w rzeczy samej, być wychowawcą, dąży tylko do realizacji swego dzieła. Faktycznie jednak poprzez swe dzieło przyczynia się do oczyszczania i kształtowania tęsknoty i pragnienia czegoś absolutnego. W tym sensie Grecy przypisywali sztuce rolę oczyszczania, uważając, że powoduje ona katharsis wyobraźni i uczuć; podkreśla to Arystoteles mówiąc o tragedii[17]. Dzieło sztuki stawia przed człowiekiem zrealizowany ideał i w ten sposób utrwala tęsknoty człowieka, wyrażając je i oczyszczając. Człowiek tęskni za tym, by przekroczyć zło, tęskni za absolutną wolnością, za światłem bez zmierzchu, za spoczynkiem bez walki, milczeniem bez słowa, miłością bez zdrady, itd. Wszystko, co złożone, ograniczone, wielorakie, jest męczące! Sztuka, podejmując mity, odgrywa między innymi rolę jako pomoc w przekraczaniu tego wszystkiego, aby kierować nas ku absolutowi, ponad to wszystko, co przygodne. Z tej przyczyny każda prawdziwa sztuka jest święta. Artysta jest człowiekiem pragnienia, człowiekiem ideału, który realizuje swój ideał w dziele. Ta realizacja jest konieczna. Faktycznie, bez niej ideałowi grozi szybkie zepsucie, przemiana w tęsknotę czysto wyobrażeniową i uczuciową, która prowadzi do szaleństwa lub do rozpaczy. Praca, materia, realizowane dzieło utrzymują w artyście wymóg prawdy i nie pozwalają, by jego natchnienie wypaczyło się w sferze wyobraźni, pozbawionej celu. Rzeczywiście, w idei artysty istnieje coś absolutnego, który pozostaje nieuchwytny, nieosiągalny. „Urodzenie” dzieła dokonuje się przez pracę; ta faza realizacji, która przysparza szczególnych trudności we współpracy człowieka z materią, utrzymuje pewien realizm artysty: dostrzegany ideał musi zostać zrealizowany, kryje się w tym konieczność, właściwa dla artystycznej intelektu praktycznej. Artysta w swej działalności artystycznej to zarówno ten, kto stara się zrealizować swe dzieło, jak również ten, kto stara się wyrazić dla samego siebie absolut, który nosi w sobie. Odkrywa to, czym jest jako artysta, realizując swe dzieło, i w ten sposób wyraża coś z absolutu, którego szuka każdy człowiek. Artysta jest więc w pewien sposób „prorokiem” tęsknot człowieka. W tym sensie, przygotowuje do mądrości. 

[ciąg dalszy]


[14] Zob. wyżej

[15] Wierność jest w pewnym sensie właściwością ludzkiej miłości przyjaciół, która zawiązuje się w dobrowolnym i osobowym wyborze, natomiast nierozerwalność chrześcijańskiego sakramentu małżeństwa należy do porządku boskiego i opiera się na wierności Chrystusa, który otacza chwałą Ojca i otwiera dla nas życie wieczne. Nierozerwalność chrześcijańskiego małżeństwa znajduje się na poziomie powołania do świętości, w które zaangażowany jest sam Chrystus.

[16] „Owszem, jest nam wszczepione przez naturę ogólne i mgliste poznanie istnienia Boga, mianowicie o ile Bóg jest szczęściem człowieka; człowiek bowiem naturalnym pędem pragnie szczęścia; a to, czego w naturalny sposób pragnie, musi i w naturalny sposób poznawać. Takiego jednak poznania nie można właściwie biorąc uznać za poznanie istnienia Boga, podobnie jak dostrzeżenia kogoś zbliżającego nie można uznać za poznanie Piotra, choćby nawet to był rzeczywiście Piotr. Wielu bowiem uważa bogactwa za dobro doskonałe człowieka, a więc szczęście, inni rozkosze, inni jeszcze coś innego” (S.th., I, q. 2, a. 1, ad 1, s. 78). „Każda rzecz, pożądając jakiegokolwiek dobra, czy to pożądaniem umysłowym, czy to zmysłowym, czy naturalnym, które nie idzie za poznaniem, pożąda tym samym i Boga jako celu; albowiem tyle tylko każda rzecz ma z dobra i pożądalności, ile ma udziału w podobieństwie Boga” (tamże, I, q. 44, a. 4, ad 3, wyd. cyt., t. 4, s. 16).

[17] Zob. Arystoteles, Poetyka, 6, 1449 b, s. 323.

strona główna   początek strony