wspólnota czytelnia
ludzie strona główna
wydarzenia adresy
linki
problem osoby w sercu miłości tajemnica ojca tomasz
doktor list do przyjaciela wprowadzenie do
arystotelesa człowiek wobec śmierci powołani do miłości o
wspólnocie o
adoracji o
marcie robin
M.-D. Goutierre Człowiek w obliczu własnej śmierci (fragment)
[1]
[2]
Od ludzkiej przyjaźni do postawy religijnej Zgłębiając
te zagadnienia z filozoficznego punktu widzenia, wyraźnie czujemy, że gdy człowiek
staje w obliczu śmierci i swego osobistego przeznaczenia, przechodzimy z
jednego poziomu na inny: problem ten jest jednym z miejsc spotkania ludzkiej
etyki przyjaźni z ludzką etyką religijną. Śmierć w pewien sposób
„zmusza” człowieka do stanięcia przed Bogiem w postawie adoracji i w
sprawiedliwości. Jest to wymaganie wewnętrznej prawdy. Jeśli większość
ludzi tkwi w pozorach ziemskich układów, którymi rządzi dążenie do sławy
i potęgi, to zupełnie inaczej jest z Bogiem, jeśli On istnieje: Bóg dokonuje
rozeznania, Bóg zgłębia serce człowieka w prawdzie… Pytanie o
przeznaczenie człowieka dotyka etyki z punktu widzenia prawdy, prawości jego
intencji moralnej: kim naprawdę jest ten człowiek? Jaka różnica istnieje między
pozorem, jaki przyjmuje, a prawdą jego serca? W gruncie rzeczy bowiem, w wielu
dziedzinach te dwie sprawy mogą być ze sobą połączone czy splątane.
Ostateczne
przeznaczenie człowieka stawia nas zatem wobec poszukiwania ostatecznej i
radykalnej prawdy etycznej. W obliczu śmierci i zbawienia człowiek już nie może
się zadowalać byciem i życiem w ziemskich układach, opartych na pozorach. Wówczas
to wszystko się wali i ujawniają się prawdziwe więzi między ludźmi. Zauważa
to Sokrates: w śmierci człowiek jest sam; a jednak istnieje braterska i
przyjacielska komunia: nie możemy zostawić kogoś, kogo kochamy, by samotnie
przeszedł tę próbę. Istnieje tu pewne pragnienie przyjaźni: jak mogę
towarzyszyć mojemu przyjacielowi, udzielać mu wsparcia w jego ostatecznej próbie,
w tej próbie, która otwiera go na zbawienie? Z filozoficznego punktu widzenia
mamy tutaj do czynienia z aspektem o zasadniczym znaczeniu; tajemnica chrześcijaństwa
rozwija go poprzez tajemnicę świętych obcowania i modlitwę za zmarłych. Wychodząc poza
perspektywę etyki, możemy poruszyć problem nieśmiertelności z
metafizycznego punktu widzenia. Czy w filozofii jesteśmy w stanie osiągnąć
prawdziwe poznanie tamtego świata? Czy możemy odkryć nieśmiertelność duszy
i poznać coś z przeznaczenia człowieka poza granicą śmierci?
Widzieliśmy,
że odkrycie duszy dokonuje się jakby na dwóch różnych i uzupełniających
się drogach Miłość
przyjaźni a nieśmiertelność Najpierw chodzi
o doświadczenie miłości przyjaźni, wzajemnej miłości duchowej, zawiązującej
się w prawdziwym wyborze drugiej osoby ludzkiej. Faktycznie, jeśli śmierć
dotyczy przeżywania przyjaźni, to
istnieje coś, czego nie dotyka: głębokiej, duchowej więzi z osobą,
kochaną tą niepowtarzalną miłością osobową. W miłości przyjaźni jest
to doświadczenie wierności, związane z wzajemnym darem z siebie: z duchowym
darem opartym na wolnym wyborze. Samo uczucie jest zmienne. Jest źródłem
rozpaczy, gdyż nie zawiera w sobie wierności. Miłość namiętna pogrąża człowieka
w następstwie w czasie, w stawaniu się, co świetnie pojął Camus,
przedstawiając Don Juana jako uosobienie człowieka absurdalnego. Miłość
namiętna umiera i odradza się w stawaniu się, gdyż dotyczy dobra zmysłowego,
które zawsze jest ograniczone i zniszczalne. Natomiast miłość duchowa, świadoma,
prawdziwa, miłość do osoby, zawiera w sobie wierność i zawiązuje się w
wyborze. Wybór przyjaciela, osobowy, wymaga dobrowolnego zaangażowania woli,
wypływającego z doświadczenia absolutu miłości duchowej do jednej osoby:
„Kocham cię takim, jakim jesteś, który istniejesz w swej dobroci; dla mnie
ta miłość jest taka, że wybieram ciebie ponad wszystkich innych”. Miłość
przyjaciół wymaga więc wierności, która jest w pełni ludzka
Nieśmiertelność
a tęsknoty człowieka Z drugiej
strony, możemy jeszcze posłużyć się tęsknotami, które człowiek w sobie
nosi i które wyrażają jego pragnienia i jego łaknienie absolutu. Tęsknoty
te są przeżywane w pragnieniu: człowiek
szuka absolutu w porządku miłości i chce wiedzieć, czy ponad wszystkimi
rzeczami, jakich doświadcza, istnieje ktoś, Osoba pierwsza. Może to nawet być
wyrażone w sposób negatywny, co koniecznie trzeba zrozumieć w odniesieniu do
egzystencjalizmu: to wszystko, czym żyjemy, nie zadowala nas, coś pozwala nam
przeczuwać, że w tym świecie nie jesteśmy całkowicie sobą. A im bardziej
świat jest naznaczony nietrwałością, tym silniejsze jest to przeczucie, sięgające
niekiedy lęku, bardzo wyraźnie obecnego w filozofii egzystencjalistycznej.
To
nieusatysfakcjonowanie dotyczy wszystkich dóbr, wszystkich rzeczy, nawet ludzi,
jakich możemy doświadczyć. Wszystko, czego doświadczamy, nawet jeśli jest
czymś bardzo wielkim, zawsze niesie ze sobą ograniczenie, które budzi chęć,
pragnienie absolutu; właśnie sztuka bardzo dobitnie wyraża to na swój sposób.
Wszystkie rzeczy realne, które znamy, są ograniczone, lecz żadne z nich nie
jest prawdą; wszystkie rzeczy realne,
które kochamy, są dobre, ale żadne z nich nie jest dobrocią.
Możemy kochać wiele osób, ale żadna z nich nie jest
najwyższym Dobrem. Nie mamy też prawa powiedzieć komuś: „Kochasz mnie,
jestem twoim dobrem; możesz więc kochać tylko mnie”. To samo się dzieje w
porządku prawdy: „Jestem dla ciebie drogim przyjacielem; a zatem wszystko, co
myślę, jest dla ciebie prawdą”. Takie stwierdzenie jest niemożliwe i fałszywe,
gdyż nasz umysł zależy od tego, co jest, od istniejącej rzeczywistości, i dąży
do uzyskania oczywistej pewności tego, co stwierdza. Oto dlaczego ludzka wiara,
dotycząca innej osoby, jest poznaniem niedoskonałym. Oto dlaczego również
argument autorytetu („tak twierdzę, gdyż dany filozof to mówi”) jest w
filozofii najsłabszy. Poszukiwanie prawdy stanowi dla osoby ludzkiej źródło
bardzo szczególnej, osobistej autonomii.
Negatywnie
pojmujemy więc na tej podstawie, że człowiek poszukuje dobra absolutnego i
prawdy absolutnej. Dlatego czuje się obcy w tym świecie. I w pewien sposób
wszelkie ludzkie doświadczenie niesie ze sobą zalążek nicości, ma posmak
popiołu. To nieusatysfakcjonowanie ukazuje „w negatywie” pragnienie czegoś
absolutnego, jakie człowiek żywi. To przeczucie należy do porządku intuicji
afektywnej, mniej lub bardziej świadomej, mniej lub bardziej jasno wyrażanej,
mniej lub bardziej realistycznej. Trzeba zatem pogłębiać je i nadawać mu
sens na podstawie realistycznego sądu filozoficznego, odnoszącego się do
istniejącej Rzeczywistości, bo tylko ona może wyjaśnić usilne pragnienie
absolutu, jakie człowiek w sobie nosi. Intuicja afektywna nie stanowi bowiem
dowodu, lecz znak. Od tęsknoty za absolutem nie można przejść do
twierdzenia, że absolut istnieje. Gdy jednak dowiedziemy tego na drodze
poznania filozoficznego, wówczas oświecimy mądrością i podejmiemy kwestię
tęsknoty za absolutem, jaką człowiek w sobie nosi. Kiedy więc
stajemy na poziomie mądrości, nie powinniśmy więc lekceważyć rozumowania z
porządku znaków: przygotowuje ono do refleksji filozoficznej w ścisłym
znaczeniu tego słowa. Wszyscy ludzie pragną mądrości i pragną kochać Osobę
pierwszą. Znakiem tego jest fakt, iż nigdy nie są usatysfakcjonowani tym, co
posiadają, i do utraty tchu poszukują absolutu, niekiedy nawet w dobrach
pozornych i zniszczalnych, które nie mogą ich zadowolić. Tomasz z Akwinu
posuwa się wręcz do stwierdzenia, że człowiek, który kocha bogactwo czy
przyjemność i poświęca temu całą swą uwagę, bezwiednie szuka Boga, będącego
dobrem ostatecznym i jedynym, jakie może zaspokoić jego umysł i wolę [14]
Zob. wyżej
[15]
Wierność jest w pewnym sensie właściwością ludzkiej miłości
przyjaciół, która zawiązuje się w dobrowolnym i osobowym wyborze,
natomiast nierozerwalność chrześcijańskiego
sakramentu małżeństwa należy do porządku boskiego i opiera się na
wierności Chrystusa, który otacza chwałą Ojca i otwiera dla nas życie
wieczne. Nierozerwalność chrześcijańskiego małżeństwa znajduje się
na poziomie powołania do świętości, w które zaangażowany jest sam
Chrystus.
[16]
„Owszem, jest nam wszczepione przez naturę ogólne i mgliste poznanie
istnienia Boga, mianowicie o ile Bóg jest szczęściem człowieka; człowiek
bowiem naturalnym pędem pragnie szczęścia; a to, czego w naturalny sposób
pragnie, musi i w naturalny sposób poznawać. Takiego jednak poznania nie
można właściwie biorąc uznać za poznanie istnienia Boga, podobnie jak
dostrzeżenia kogoś zbliżającego nie można uznać za poznanie Piotra,
choćby nawet to był rzeczywiście Piotr. Wielu bowiem uważa bogactwa za
dobro doskonałe człowieka, a więc szczęście, inni rozkosze, inni
jeszcze coś innego” (S.th., I,
q. 2, a. 1, ad 1, s. 78). „Każda rzecz, pożądając jakiegokolwiek
dobra, czy to pożądaniem umysłowym, czy to zmysłowym, czy naturalnym, które
nie idzie za poznaniem, pożąda tym samym i Boga jako celu; albowiem tyle
tylko każda rzecz ma z dobra i pożądalności, ile ma udziału w podobieństwie
Boga” (tamże, I, q. 44, a. 4,
ad 3, wyd. cyt., t. 4, s. 16).
[17]
Zob. Arystoteles, Poetyka, 6, 1449 b, s. 323.