wspólnota czytelnia
ludzie strona główna
wydarzenia adresy
linki
problem osoby w sercu miłości tajemnica ojca tomasz
doktor list do przyjaciela wprowadzenie do
arystotelesa człowiek wobec śmierci powołani do miłości o
wspólnocie o
adoracji o
marcie robin
M.-D. Philippe, List do przyjaciela (fragment)
DRUGI ETAP FILOZOFII PIERWSZEJ (MĄDROŚĆ)
[1]
Rozdział dziewiąty
Odkrycie istnienia Bytu Pierwszego
Choć odkrycie osoby ludzkiej jest wspaniałe, filozof nie może się na nim zatrzymać. Aby dochować wierności poszukiwaniu prawdy oraz nie ryzykować pozostania w a priori (co spowodowałoby pogrążenie się w intelektualnym lenistwie), jest on zmuszony do postawienia sobie nowego pytania, pytania zasadniczego, któremu są podporządkowane wszystkie inne: czy osoba ludzka jest Wyższą Rzeczywistością? Czy istnieje jakaś inna rzeczywistość będąca «przed» osobą ludzką i naszym wszechświatem? Pytanie to łączy się z innym pytaniem, które filozof musi sobie postawić wobec najstarszych tradycji religijnych oraz wobec stwierdzeń ludzi wierzących: czy naprawdę istnieje jakaś rzeczywistość, która rządzi naszym wszechświatem i nami samymi? Czy Bóg tradycji religijnych i ludzi wierzących jest rzeczywistością, którą nasz ludzki intelekt może odkryć? Czy jest to też jakiś mit, który filozof powinien obalić i przekroczyć, jako że człowiek nie może żyć na poziomie mitów?
Widzimy całą doniosłość tego pytania; to jak na nie odpowiemy dogłębnie zmieni nasze spojrzenie na przeznaczenie osoby ludzkiej. Z praktycznego punktu widzenia, z punktu widzenia ukierunkowania naszego ludzkiego życia, pytanie to jest kluczowe.
Tymczasem, trzeba również powiedzieć o trudnościach, jakie się napotyka chcąc odpowiedzieć na to pytanie. Nie możemy bowiem mieć ludzkiego, bezpośredniego doświadczenia istnienia tej Wyższej Rzeczywistości – o ile ona istnieje. Nawet jeśli ona istnieje – wymyka się nam, nie może ona należeć do naszego świata.
Czy jednak nie można by powiedzieć, że możemy jej doświadczyć w doświadczeniu wewnętrznym? Czyż Bóg, jeśli istnieje, nie jest naszym Stwórcą? I czy tym samym nie jest on bardziej dla nas obecny niż my dla siebie samych?
W rzeczywistości, choć możemy posiadać pewne doświadczenie wewnętrzne naszej duszy – poprzez nasze najgłębsze czynności życiowe: miłość duchową, chęć kochania, świadomość naszej myśli, naszej refleksji – nie możemy przez nie odkryć bezpośredniej obecności Boga-Stwórcy. To wewnętrzne doświadczenie naszych czynności życiowych, refleksja nad nimi, prowadzą nas do odkrycia czegoś co jest przeżyte, czegoś, co pozostaje w immanencji naszego duchowego życia. Czy można tak naprawdę poprzez takie doświadczenie i w nim przekroczyć duchową intencjonalność tych czynności? Owszem, poprzez formę intencjonalną tych czynności dosięgamy ich duchowego istnienia, nie możemy jednak uważać, że dzięki temu odkryliśmy bezpośrednią obecność Stwórcy – pozostajemy bowiem w tym, co jest owocem właściwym dla naszego życia na poziomie ducha.
Jeżeli, opierając się o tradycje religijne, możemy adorować tego Stwórcę, możemy mieć świadomość tego aktu adoracji a przez to stwierdzić, że akt ten jest intencjonalnie skierowany na Rzeczywistość Transcendentną, w którą wierzymy. To prawda; w rzeczywistości jednak tym, co uznajemy jest wierzenie w Boga-Stwórcę, nie jest to intelektualne odkrycie istnienia Boga-Stwórcy. Akt adoracji zakłada uznanie Boga-Stwórcy, ale Go nie odsłania.
Mając na uwadze bardzo żywą krytykę filozoficznych dróg, którymi intelekt poszukuje istnienia Bytu Pierwszego, mając na uwadze stanowiska różnych ateistycznych ideologii, które rozwinęły się niewiele ponad wiek temu – musimy być szczególnie uważni na to kluczowe zagadnienie.
Zacznijmy od stwierdzenia, w perspektywie refleksji krytycznej, że nie można a priori odmówić naszemu intelektowi możliwości odkrycia Bytu Pierwszego, którego tradycje religijne nazywają «Bogiem». Nie możemy bowiem a priori ustanowić granic naszych filozoficznych poszukiwań. Jeżeli bowiem nasz intelekt jest prawdziwie przyporządkowany temu-co-jest rozpatrywanemu z punktu widzenia bytu, może on dosięgnąć wszystkiego co jest, w jego wielorakich i różnorodnych realizacjach – bądź bezpośrednio, bądź pośrednio. Będzie można nie znać Bytu Pierwszego, nie wiedzieć czym on jest w tym co mu najbardziej właściwe, być może jednak będzie można dosięgnąć go w jego bycie, w jego istnieniu. Gdyż jeśli chodzi o Byt Pierwszy, zwany przez tradycje religijne Stwórcą, Byt ten, jakkolwiek transcendentny, nie jest całkowicie obojętny na to kim jesteśmy. Jest On źródłem bytu; musi więc być jakaś relacja zależności pomiędzy nami a Nim, którą być może jesteśmy w stanie uchwycić. Powiedzieć a priori, że nasz intelekt nie jest zdolny do odkrycia tego Bytu Pierwszego jest równoznaczne z ograniczeniem a priori pola poszukiwań naszego intelektu, z zamknięciem go w jakiejś kategorii bytu, w jakiejś formie istnienia, z niepatrzeniem na jego podstawową relację do tego-co-jest jako bytu; jest to więc odrzucenie filozofii pierwszej!
Zresztą nie zapominajmy, że nasz intelekt nie aktualizuje się sam przez się, ale przez poznanie takiej czy innej rzeczy; to rzeczywistość go prowadzi; on sam się nie determinuje, nie kieruje. Nie można więc ustanawiać a priori granic jego poszukiwań; wszystko co można powiedzieć to, że aktualnie, mój intelekt nie odkrył jeszcze istnienia Rzeczywistości Transcendentnej, przez tradycje religijne zwanej Bogiem-Stwórcą.
Powiedzmy także, że wszystkie główne ideologie ateistyczne, odrzucające możliwość istnienia Bytu Pierwszego Stwórcy, pod pretekstem wyzwolenia człowieka, postrzegają Boga jako rywala człowieka, jako antytezę jego wolności, rozwoju jego życia, jego kreatywności, jego rozumu. Wszystkie te ideologie posiadają taką ideę Boga, która nie pasuje do Boga-Stwórcy, będącego dla człowieka źródłem miłości, życia i istnienia, zgodnie z tym, co stwierdzają najczystsze tradycje religijne. Odrzucenie takiej wytworzonej idei Boga może być jedynie nominalnym odrzuceniem prawdziwego Boga, którego się nie poznało; może to być jednak również kategoryczne odrzucenie wszelkiej Rzeczywistości Transcendentnej; wtedy odrzucenie dokonane przez ideologie jest rzeczywistym odrzuceniem prawdziwego Boga, bez ściślejszego poznania na jego temat.
Zauważmy w końcu, że – jeżeli Bóg istnieje – jak twierdzą najczystsze tradycje religijne, może On być jedynie Stwórcą, Bytem Pierwszym, Czystym Aktem, Tym, który z niczego przekazał istnienie wszystkiemu, co istnieje poza Nim. To właśnie można traktować jako filozoficzną hipotezę: czy taki Bóg istnieje naprawdę? Czy mogę dowieść Jego istnienia? Czy rzeczy, które stwierdzam i ja sam odpowiadają takiej «hipotezie»?
Według tej hipotezy, mogę sprecyzować, że więź istniejąca pomiędzy Bogiem-Stwórcą a stworzeniami, jakimi jesteśmy, może się sytuować jedynie na poziomie bytu, to znaczy na poziomie aktu istnienia (esse), a nie na poziomie determinacji, form i jakości stwierdzanych przez nas w nas samych, innych osobach czy innych żyjących jestestwach.
Można by temu zarzucić, że nasz umysł, nasze cogito, nasza wolność, będąc jakościami duchowymi, pozwalają nam być bliżej Boga-Ducha, niż proste uchwycenie aktu istnienia, który jest wspólny dla wszystkich istniejących rzeczy; tak więc najbardziej bezpośredni sposób dojścia do Boga-Stwórcy powinien prowadzić nie przez akt istnienia lecz przez ducha. Czyż nie jest to głęboka intuicja Kartezjusza, podjęta następnie przez Hegla? Droga ta jest to z pewnością bardzo kusząca; czy jest ona jednak możliwa? Nie możemy bowiem uchwycić bezpośrednio naszego ducha jako substancji duchowej, ujmujemy go jedynie na podstawie naszych czynności duchowych myślenia i woli; czynności te są zaś ujmowane w refleksji jedynie w ich witalnym intencjonalnym sposobie (modus), to znaczy według sposobu właściwego stworzeniom, w czym się całkowicie różnią od Boga. Bóg, Byt Pierwszy, w którym istnienie i życie się utożsamiają, jest ponad tym sposobem [modus] intencjonalnym. Dlatego też zmuszeni jesteśmy uznać, że do Bytu Pierwszego, Stwórcy – o ile istnieje – możemy dojść jedynie przez akt istnienia, wspólny wszystkiemu co jest.
Jednak na poziomie aktu istnienia nie może być mowy o wzajemnej relacji pomiędzy Bogiem-Stwórcą a Jego stworzeniami; stworzenia otrzymują bowiem od Niego wszystko, a On nie może być przez nie doskonalony – stąd też do Boga można będzie dojść jedynie posługując się zasadą przyczynowości celowej.
Tak więc możemy starać się dosięgnąć Bytu Pierwszego jedynie na poziomie aktu istnienia, w tym co jemu najbardziej właściwe, a więc bytu-w-akcie, do którego dochodzi się poprzez sąd egzystencjalny, a ponad tym sądem – dzięki indukcji.
Nie możemy twierdzić, że odkryliśmy Byt Pierwszy bezpośrednio, ujmując partycypowane esse stworzenia. Owszem, akt istnienia, o ile jest w stworzeniu, faktycznie jest tym, co się zwie «esse partycypowane»; gdy jednak dotykamy owego aktu istnienia w sądzie egzystencjalnym, nie dosięgamy go jako «esse partycypowane», ponieważ «esse partycypowane» można dosięgnąć jedynie w odniesieniu do Tego, który jest Ipsum esse subsistens, podobnie jak nie możemy powiedzieć, że jakaś rzecz jest «stworzona», tak ją nazwać, jedynie w odniesieniu do Stwórcy oraz w świetle aktu stwórczego. Nie możemy więc twierdzić, że odkryliśmy istnienie Bytu Pierwszego przez «esse partycypowane»: było by to błąd petitio principii.
Istnienia Bytu Pierwszego nie można również odkryć poprzez przyczynowość sprawczą, ponieważ w istniejących rzeczach, których doświadczamy, nie ujmujemy istnienia jako skutku, lecz jako narzucający nam się fakt. Możemy jednak postawić sobie pytanie: «skąd pochodzi ich akt istnienia?» Zgodnie z przyjętą przez nas hipotezą możemy odpowiedzieć: od Stwórcy, przez akt stwórczy. Jednak nie możemy uchwycić owego aktu stwórczego, na podstawie jemu właściwego skutku (aktu istnienia), ponieważ to-co-jest, rozpatrywane jako byt, nie posiada zasady właściwej według przyczyny sprawczej – jak to wcześniej zostało pokazane. Można to łatwo zrozumieć; gdyż to-co-jest, o ile jest, nie staje się, a więc, o ile jest, jest ponad przyczynowością sprawczą. Z drugiej strony akt stwórczy to sam Bóg; pomiędzy tym aktem a jego skutkiem nie ma ciągłości.
Tak więc istnienie Bytu Pierwszego będzie mogło być odkryte jedynie poprzez przyczynowość celową na poziomie bytu (przyczynowość ta zawierała będzie zresztą w sobie przyczynowość sprawczą).
Dodajmy jeszcze, że według przyjętej hipotezy, jeśli Bóg istnieje, nasz intelekt nie może odkryć Jego istnienia ani przez nauki matematyczne, przyrodnicze czy biologiczne, ponieważ nauki te, pozostając bądź w domenie tego-co-możliwe, bądź poszukując relacji uprzedniości i następstwa, nie sytuują się na poziomie aktu istnienia uchwyconego przez sąd egzystencjalny. Stąd też nauki te nie mogą ani stwierdzić, że Bóg istnieje, ani Jego istnieniu zaprzeczyć. Mogą one jedynie wskazać jakąś ścieżkę. One są dyspozycją, przygotowaniem, lecz nie mogą sprawić, że odkryjemy istnienie Bytu Pierwszego. Z pewnością im bardziej dostrzega się uporządkowaną złożoność świata fizycznego, szczególnie zaś świata jestestw żywych, tym bardziej jest się skłonnym do stwierdzenia, że źródłem tej uporządkowanej złożoności nie może być «przypadek», i że musi być jakaś organizująca Myśl, źródło tej uporządkowanej złożoności. Nie jest to jednak argumentacja we właściwym tego słowa znaczeniu, ponieważ nauki, same z siebie i jako takie, jej nie wymagają. Pozostają one na poziomie uwarunkowania. Heidegger mówił: one są na poziomie bytujących, a nie bycia; powiedzmy raczej: znajdują się one na poziomie uwarunkowania, a nie tego-co-jest.
Analogiczne uwagi można by poczynić w odniesieniu do wszystkich refleksji filozoficznych idealistycznych, dialektycznych, fenomenologicznych, biorących w nawias sąd egzystencjalny. Takie refleksje pozostają na poziomie idei, stawania się naszego życia intelektualnego, przeżycia naszej myśli, a więc zawsze na poziomie intencjonalności. Stąd też, nie mogą one odkryć istnienia Bytu Pierwszego. Jedynie metafizyka realistyczna, która wychodzi od sądu egzystencjalnego «to jest» i odkrywa pierwszeństwo bytu-w-akcie przed bytem-w-możności, będzie zdolna przedsięwziąć takie poszukiwanie. Oto co możemy powiedzieć na podstawie przyjętej hipotezy.
Po przedstawieniu uwag krytycznych, spójrzmy teraz jak można odpowiedzieć na postawione pytanie: czy istnieje jakaś Rzeczywistość ponad osobą ludzką? I zobaczmy dlaczego ludzki intelekt, jeśli jest na poziomie poszukiwania tego-co-jest rozpatrywanego z punktu widzenia bytu, zmuszony jest przyjąć istnienie Pierwszego Bytu, którego tradycje religijne i ludzie wierzący nazywają «Bogiem».
Jako że chodzi tu o ostatni wysiłek naszego intelektu zapytujący istniejącą rzeczywistość w celu dowiedzenia się od niej, czy naprawdę istnieje ktoś, kto jest radykalnym źródłem i ostateczny celem jej bytu, trzeba nam powrócić do różnych doświadczeń nas samych (doświadczeń, które domagały się rozwoju różnych części filozofii) rozpatrując je ponownie, tym razem z punktu widzenia ograniczenia i aktualności ich istnienia. Dzięki temu będziemy mogli uchwycić główne ograniczenia, główne metafizyczne «ułomności» bytu ludzkiego, a jednocześnie jego akt istnienia; i w ten sposób zrozumieć, że nie jest on Bytem w sensie absolutnym, lecz, że domaga się on od naszego intelektu metafizycznego przyjęcia istnienia Bytu Pierwszego, Bytu Ostatecznego. Aby nasz intelekt mógł przekroczyć istnienie człowieka i ponad nim odkryć Tego, który jest Bytem Pierwszym, trzeba by został on oświecony przez uchwycenie bytu-w-akcie i jego uprzedniość względem bytu w możności. W tym świetle, intelekt wnika w nasz byt i dostrzega jego ograniczenia na poziomie istnienia, widzi jego potencjalność. Dopiero w świetle bytu-w-akcie możemy rozeznać co w naszym bycie jest potencjalnością i tym samym określić jego ograniczenia.
Istnieję jako pracujący, zdolny przekształcać świat fizyczny, materię. Przekształcanie materii ukazuje mi moją wyższość względem niej: panują nad nią. Jednocześnie jednak od niej zależę; ona mnie «transcenduje», gdyż narzuca mi się z zewnątrz jako rzecz istniejąca, niezależna ode mnie. Przez to widzę dobrze, że moje istnienie nie jest pierwsze, ponieważ istnienie świata fizycznego jest inne i ode mnie nie zależy, ono mi się narzuca. Poprzez moją zdolność do posiadania «idei», nosząc w sobie «formy» panuję nad tym światem, mogę go przekształcać; jest on jednak również ode mnie niezależny, istnieje sam w sobie. Konieczne jest więc by istniała jakaś Rzeczywistość ponad moim bytem, ponad bytem materii, ponieważ ten dualizm domaga się jedności, która transcenduje świat i mnie samego.
Istnieję jako przyjaciel, zdolny do kochania przyjaciela i do bycia przez niego kochanym. Owa wzajemna miłość, w której właśnie wzajemność umożliwia miłości pełny rozwój, ujawnia naturalną miłość wpisaną w głębię mojego bytu, pierwszą miłość, która naturalnie «niesie» mnie ku dobru, ku temu, co może mnie udoskonalić i spełnić. W ten sposób ujmuję głębokie ograniczenie mojego bytu, który nie posiada w sobie własnego celu, który nie posiada w sobie swojej pełni i który potrzebuje skierować się ku komuś innemu, od którego zależy, a kto jest zdolny go pociągnąć. Jednocześnie ujmuję to, co we mnie jest najbardziej aktualne: owa naturalna miłość i miłość ostateczna, łącząca mnie z przyjacielem. Jest więc czymś oczywistym, że w mojej osobie ludzkiej nie jestem Bytem Pierwszym; a jako że kochany przez mnie przyjaciel, który mnie przyciąga nie może być źródłem mojego bytu (ponieważ tak jak on, ja sam jestem w swoim bycie autonomiczny), konieczne jest by istniała Inna Rzeczywistość, ponad wszelką osobą ludzką, która byłaby Osobowym Dobrem, Czystym Duchem, w której miłość i byt [istnienie] się utożsamiają.
Istnieję jako ktoś, kto może umrzeć, kto może ulec zniszczeniu, jako ktoś, kto miał początek w czasie – co wskazuje, że mój byt [istnienie] nie jest aktem czystym, że zawiera ono bycie [byt] w możności, że może być lub nie być. Nie może więc być pierwszy, Ale jako że teraz jest w akcie, zależy więc od innego Bytu, który jest Aktem Czystym, ponieważ gdyby nim nie był zależałby z kolei od innego; a jako że nie można iść w nieskończoność w aktualnej zależności w porządku bytu, konieczne jest by ten Inny był Aktem Czystym, Bytem Koniecznym ponad wszelką potencjalnością [2] .
Istnieję jako żyjący, jako ktoś, kto posiada w sobie autonomię życiową, niesłychanie złożone zorganizowanie, a jednak będące czymś «jednym», niezależnym od innych [jestestw] żyjących, choć zależne od środowiska w którym żyję; wszystko to wskazuje, że w moim bycie-żyjącym są ograniczenia, ale również, że żyję, że jestem w akcie w różnych moich czynnościach życiowych. Ów akt, który jest we mnie zależy więc od Innego Żyjącego, w którym życie i byt [istnienie] stanowią jedno.
W końcu istnieję jako część świata i byt poruszany (ens mobile), zdolny do przekształceń, do złych jak i do dobrych zmian. Nie jestem więc pierwszy, zależę od innego, który mnie aktualizuje. Owszem, jestem żyjącym zdolnym do poruszania się, lecz w moim głębokim bytowaniu [bycie] nie jestem przyczyną mojego bycie, ponieważ jestem zależny w moim stawaniu się od całego wszechświata. Koniecznie więc należy przyjąć, ponad naszym wszechświatem i nami samymi, Inny Byt, który jest ponad ruchem.
Tak więc za każdym razem podjęte jest na pięć różnych sposobów to samo
stwierdzenie: to co zawiera w bycie zarazem akt i możność nie może być
pierwsze w porządku bytu [istnienia] i z konieczności zależy od Innego, który
może być jedynie Bytem ponad wszelką rzeczywistością poruszoną, ponad
wszelką potencjalnością; który dla wszystkich innych [bytów] poruszanych,
które są w możności jest Tym, który je przyciąga, Tym do którego one
wszystkie dążą.
[2] Owa niemożliwość wznoszenia się w nieskończoność w aktualnej zależności w porządku bytu nie może zostać udowodniona; można jednak wykazać, że jeżeli się ją odrzuci, jest się doprowadzonym do sprzeczności: jeśli się idzie w nieskończoność trzeba jednocześnie stwierdzić aktualny i możliwy charakter tej zależności.