wspólnota   czytelnia   ludzie   strona główna   wydarzenia   adresy   linki

wywiad z ojcem Marie-Jacques

 

 

Adoracja jest miłością

 

Czy można nauczyć się modlić? Jak się można nauczyć modlitwy, gdy już jest się dorosłym, bez doświadczenia w tej dziedzinie albo przy obciążeniu złymi stereotypami (np. z dzieciństwa)?

- Modlitwa jest życiem wewnętrznym naszego serca, naszej duszy w obliczu Boga. Jak w każdym życiu, nie ma tu więc żadnej „metody”, są tylko małe ścieżki pozwalające wchodzić w modlitwę coraz bardziej osobistą, coraz głębszą i coraz bardziej Bożą, teologalną. Pierwszą osobą, która uczyła nas, jak się modlić, często jest nasza matka; uczyliśmy się modlitwy patrząc, jak ona się modli. Czym innym jest modlitwa ustna, a czym innym modlitwa wewnętrzna. Modlitwa ustna przybiera różne formy i każdy dość szybko może zacząć ją odmawiać, przeżywać. Aby jednak wejść w modlitwę wewnętrzną, a zatem bardziej osobistą, będącą wewnętrznym spotkaniem z Jezusem, warto obierać ścieżki, które nie są żadnymi metodami, lecz bardzo prostymi drogami do życia wewnętrznego. Ewangelia nam pokazuje, że to spotkanie jest bardzo proste - „Nauczycielu – gdzie mieszkasz?”, „Chodźcie, a zobaczycie” (J 1, 38 n.) – i dokonuje się w wierze, nadziei i miłości do Jezusa, do Ojca, do Ducha Świętego, do Matki Bożej.

Zasadniczym sposobem wejścia w bardziej wewnętrzną modlitwę jest adoracja. Myślę, że adoracja wszystko upraszcza. W gruncie rzeczy, modlitwa wewnętrzna to życie bardzo proste, pełne miłości. Człowiek czuje się znacznie swobodniej w tym, co jest złożone, a sprawy Boże są bardzo proste. To po prostu miłość. Aby wyprostować nasze sposoby modlitwy, które nas tłamszą lub uniemożliwiają wejście w życie wewnętrzne, sprawowanie cnót teologalnych obejmujące adorację powinno być dla nas szczególnym sposobem wejścia w modlitwę bardzo Bożą, bardzo wewnętrzną. Warto czynić akty wiary, akty nadziei, akty miłości do Jezusa. Potrzebujemy reedukacji, gdyż w dzisiejszym świecie nasza wola w znaczeniu zdolności do miłowania została bardzo słabo rozwinięta; rozwinięta została przede wszystkim umiejętność skutecznego działania. Musimy umacniać tę zdolność woli do miłowania, gdyż miłość duchowa jest miłością płynącą z woli. Sprawowanie cnót teologalnych jest bardzo proste: czyńmy wewnętrzne akty woli wobec Jezusa: „Jezu, wierzę w Ciebie, Jezu, kocham Cię”. Jeśli w tych aktach całkowicie oddamy siebie, rozwiną one cnoty teologalne, a to znaczy, że rozwiną naszą zdolność do daru. A gdy ta zdolność będzie większa, kolejne akty będą mocniejsze. Myślę, że właśnie na tym polega bardzo prosta, pełna miłości „mała droga” św. Teresy.

W tych aktach budzi się radykalna dobra wola – Jezus mówi o niej jako o „narodzinach z Ducha” – i pragnienie, by zachować w miłującej wierze wszystkie słowa Jezusa. Wybieramy jedno słowo, na przykład: „Jestem chlebem życia”; gdy powtarzamy je sobie w myśli, stawia nas ono w obecności Jezusa, który do nas mówi, który daje nam to słowo, a ono pozwala naszemu aktowi wiary żyć osobą Jezusa jako chlebem życia, ponad słowem. Duch Święty bierze w posiadanie naszą wiarę, która chce żyć tym słowem, i prowadzi ją do bliskości z osobą Jezusa, obecnego w taki czy inny sposób.

Modlitwa wewnętrzna jest więc wspólnym dziełem z Duchem Świętym, który nas jednoczy z Sercem Jezusa. Jest więc ona darem z góry, narodzinami z góry, ale trzeba się do niej przygotować. Usilnie prośmy o obecność Maryi, aby koiła w nas wyobraźnię (sfera wyobraźni jest fałszywym życiem wewnętrznym). Wiele mówi Ojciec o adoracji. Co to jest? Jak adorować Boga w dzisiejszym świecie, gdy reklama uczy nas „adorowania” przedmiotów (nawet produktów spożywczych), a kultura – adorowania idoli? Jak oczyszczać naszą wyobraźnię i pragnienia?

Dzisiejszy świat już w ogóle nie wie, czym jest adoracja, i błędnie używa słowa „adorować” w odniesieniu do innych aktów niż akt należny wyłącznie Bogu, co jest przejawem zupełnego braku szacunku. Adorować można tylko Boga. Gdyby dzisiejszy świat bardziej żył adoracją, nie używałby bezmyślnie słowa „adorować”. Adoracja jest pierwszym, najbardziej radykalnym aktem stworzenia jako takiego, które odpowiada swemu Bogu, które uznaje, że Bóg jest jego Stwórcą i że aktualnie stwarza jego duszę. Jest to więc akt miłości, i to bardzo radykalnej, a zarazem jest to najbardziej podstawowe dziękczynienie Bogu za Jego pierwszą miłość, która jest miłością stwórczą. Bóg aktualnie stwarza naszą duszę w niepowtarzalnym i osobowym akcie. A my uznajemy tę naturalną, pierwszą miłość Boga do nas; jej owocem jest aktualne istnienie naszej duszy. Akt ten pozostaje aktualny, gdyż jest wieczny. Gdyby Bóg przestał nas stwarzać, powrócilibyśmy do niebytu. Bóg tego nie robi, gdyż byłoby to sprzeczne z Jego mądrością. Istnienie naszej duszy zależy aktualnie od tego aktu stwórczego, od tej pierwszej, radykalnej miłości. Akt adoracji pozwala nam więc być radykalnie prawdziwymi wobec Boga, gdyż uznajemy, czym rzeczywiście jesteśmy – aktualnie jesteśmy w radykalnej zależności od Boga w naszym bycie. Pod wpływem takich filozofii, jak filozofia Feuerbacha, istnieje dzisiaj wielkie pomieszanie pojęć bytu i życia, i to wyjaśnia, dlaczego ludzie już nie chcą uznać adoracji. O ile w porządku naszego życia mamy autonomię, to w porządku naszego bytu jesteśmy radykalnie i aktualnie zależni od naszego Stwórcy.

Jak adorować Boga dzisiaj? Myślę, że jeśli wewnętrznie, osobiście żyjemy adoracją, to ona radykalnie nas oczyszcza. Szczególnym owocem tego aktu adoracji jest wewnętrzne oczyszczenie naszego serca i umysłu ze wszystkiego, co pochodzi z wyobraźni i ze wszystkiego, co nie jest w naszym życiu całkowicie prawdziwe.

Adoracja to akt przede wszystkim ludzki, a nie chrześcijański. Każdy człowiek powinien adorować, aby być w pełni człowiekiem. W adoracji rodzi się religijny wymiar człowieka, który dąży do Boga. Jezus nie przekreśla tej adoracji. Przynosi nową adorację, która jest adoracją Jego Serca w duchu i w prawdzie, pod tchnieniem Ducha Świętego. Chrześcijańska adoracja w duchu i w prawdzie jest nie tylko adoracją Boga jako Stwórcy, ale jest synowską adoracją Ojca Stwórcy.

Czym się różni adoracja od medytacji?

Adoracja jest naturalną miłością stworzenia jako takiego, które korzy się przed swym Bogiem Stwórcą i ojcem swej duszy. Jest więc miłością. Jest najbardziej radykalną miłością w sercu człowieka, a zarazem jest najbardziej fundamentalnym, naturalnym aktem religijnym ludzkiego serca. Głębszym, bardziej radykalnym aktem niż uwielbienie, niż modlitwa próśb, niż dziękczynienie, które też są aktami naturalnymi. Medytacja nie jest miłością, lecz dziełem intelektualnym, aktywnością umysłu. W naszym życiu chrześcijańskim mamy chrześcijańską adorację Ojca Stwórcy, którego adorujemy wraz z Jezusem, i mamy też medytację Słowa Bożego. Może ona przybierać bardzo różnorodne formy. Istnieje medytacja o charakterze uczuciowym, ale istnieje też medytacja bardzo teologiczna, w której cały nasz umysł w swym filozoficznym realizmie służy naszej wierze, próbując pojąć światło zawarte w Słowie Bożym. Adoracja i medytacja to dwie różne i uzupełniające się nawzajem aktywności naszego życia chrześcijańskiego.

Jak (czy…) można nieść kogoś w modlitwie? Zdarza się, że łatwo komuś obiecujemy modlitwę. Jak być wiernym tej obietnicy, a jednocześnie nie patrzeć na zewnętrzne owoce naszych modlitw?

Niesienie kogoś w modlitwie to postawa nadprzyrodzona, wynikająca z tajemnicy miłości braterskiej, związanej z kapłaństwem Jezusa. Kapłaństwo wiernych nadaje cel kapłaństwu służebnemu. Kapłaństwo służebne jest dla kapłaństwa wiernych. Kapłaństwo wiernych jest pewnym wymiarem chrześcijańskiej miłości, która polega na tym, by w miłości podejmować odpowiedzialność za tych, których Bóg stawia obok nas. Nieść kogoś w modlitwie, to na modlitwie z Jezusem i w Jezusie żyć odpowiedzialnością wobec Ojca, stawać przed Ojcem dla tego, kogo Bóg postawił na naszej drodze. Stawać przed Ojcem z bliźnim, który jest obecny w naszym sercu dzięki tajemnicy chrześcijańskiej miłości braterskiej. Ofiarować siebie wraz z Jezusem za bliźniego. Należy więc to rozumieć w sposób bardzo Boży, jako pewien wymiar kapłaństwa wiernych, a nie w sposób psychologiczny, jako chęć zapewnienia czegoś nazbyt ludzkiego. Boży owoc, Boża płodność jest zupełnie czymś innym niż widzialna skuteczność. Trzeba stale ufać, że gdy niesiemy kogoś w modlitwie, to zawsze przynosi ona owoc związany z Krzyżem Jezusa, że nawet jeśli nie widzimy skutków, to nasza modlitwa przynosi Boży owoc dzięki płodności i skuteczności tajemnicy Krzyża.

Wszyscy mówią o miłości; łatwo się nadużywa słynnego powiedzenia św. Augustyna: „Kochaj i rób, co chcesz”, wiele się mówi o Bożym miłosierdziu, aby usprawiedliwiać grzechy i błędy. Inni z kolei mówią wyłącznie o Bożej sprawiedliwości. Jak w tym znaleźć „złoty środek”, a jednocześnie nie popaść w złudzenie?

Po pierwsze, miłość przybiera różne kształty. Już z ludzkiego punktu widzenia, czym innym jest miłość duchowa, która wypływa z woli i ukierunkowuje na osobę drugiego człowieka, a czym innym jest miłość zmysłowa, uczucie, które ukierunkowuje na jakieś dobro zmysłowe. Wreszcie, istnieje miłość instynktowna. W porządku naturalnym, w porządku ludzkiej miłości, kochamy wszystkim, czym jesteśmy; miłość duchowa obejmuje więc miłość zmysłową. Miłość ta staje się jednak coraz bardziej duchowa, jeśli jej wymiar duchowy rzeczywiście jest coraz bardziej na pierwszym miejscu, a aspekt zmysłowy nie jest lekceważony, ale zostaje przekroczony. W Bożym porządku miłość nie jest ukierunkowana przede wszystkim na osobę ludzką drugiego człowieka, lecz jest miłością Bożą - teologalną cnotą miłości, która ukierunkowuje nas bezpośrednio na Boga. Kiedy więc kocham mojego brata po Bożemu, w miłości braterskiej, to kocham w nim Boga, kocham w nim Jezusa.

Miłosierdzie Boga jest wymiarem ojcowskiej miłości Boga i kapłańskiego Serca Jezusa do nas, gdyż podejmuje nasze biedy i słabości, posługuje się nimi, aby bardziej dawać nam Siebie. Ale uwaga: czym innym jest wewnętrzna postawa wtedy, gdy już upadliśmy, czyli gdy grzech istnieje. Wtedy nie należy się zniechęcać, z ufnością chrońmy się w miłosierdziu Jezusa wobec grzechu, który już został popełniony. Natomiast z punktu widzenia naszej intencji, uprzedniej wobec wszelkich uczynków, Bożego miłosierdzia nie należy wykorzystywać do tego, by dawać sobie całkowitą swobodę upadania. Byłoby to nadużywaniem Bożego miłosierdzia, które jest dane darmo temu, kto uznaje swe ubóstwo i temu, kto upadł.

Sprawiedliwość i miłosierdzie Boże? W naszym życiu tylko Bóg może być nieskończenie miłosierny; my zawsze wymagamy sprawiedliwości od dzieł i od wspólnot, za które ponosimy odpowiedzialność. Jednakże w stosunku do osób, czyli w wymiarze osobistym, miłosierdzie musi stać na pierwszym miejscu, przed sprawiedliwością. Aby jednak świadczyć komuś miłosierdzie, musi istnieć współpraca. Miłosierdzie mogę okazać tylko komuś, kto o nie prosi, czyli uznaje swe ubóstwo. Dlatego jeśli oczekujemy od Boga sprawiedliwości, otrzymujemy sprawiedliwość. W Bogu istnieje sprawiedliwość wobec nas, ale Ojciec jako Ojciec nie może zadowolić się sprawiedliwością. Chce nam okazywać miłosierdzie, ale jest to możliwe tylko wówczas, gdy uznamy nasze ubóstwo. I tu przeszkodą okazuje się pycha, która sprawia, że nie chcemy uznać naszego ubóstwa, naszego upadku, i dlatego nie prosimy o miłosierdzie. Miłosierdzie Ojca jest nam dane przez Serce Jezusa. Wymiar sprawiedliwości nie zostaje przekreślony, ale przekroczony. Jak mówi Pismo, sprawiedliwość i miłosierdzie ucałowały się pod Krzyżem [por. Ps 85, 11]. Nie należy więc lekceważyć sprawiedliwości, ale nie można się na niej zatrzymywać, zwłaszcza w odniesieniu do osób. Pokazuje nam to ósmy rozdział Ewangelii św. Jana: Jezus wobec Samarytanki. Nawet z ludzkiego punktu widzenia sprawiedliwość nigdy nie jest czymś ostatecznym, lecz wyrasta z miłości i zmierza do miłości. A z Bożego punktu widzenia, Boże miłosierdzie nie przekreśla poszanowania sprawiedliwości, ale ją przekracza i przemienia.

strona główna   początek strony    marie-jacques     tajemnica maryi     o krzyżu