Zgromadzenie   czytelnia   ludzie   strona główna   wydarzenia   adresy   linki
problem osoby   w sercu miłości   tajemnica ojca   tomasz doktor   list do przyjaciela   wprowadzenie do arystotelesa   człowiek wobec śmierci   powołani do miłości   o wspólnocie   o adoracji   o marcie robin

wywiad z założycielem Zgromadzenia Świętego Jana  o. Marie-Dominique Philippe
przeprowadzony w 1987 roku przez Frederica Lenoir,
ukazał się po polsku w książce Nowe Wspólnoty,
wydanej przez Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1993. Tłum. Dorota Szczerba.

[1] [2] [3]

   ściągnij

Podobnie jak jego brat, o. Thomas Philippe, (współzałożyciel i kapelan wspólnot Arki) został głęboko naznaczony wpływem osobowości dominikanina ojca Dehau, któremu zawdzięcza powołanie. W życiu tego człowieka, całkowicie oddanego poszukiwaniu prawdy i jedności z Bogiem, decydujące było też spotkanie w 1946 r. z Martą Robin. O. "Marie-Do", jak nazywają go bracia dominikanie, wywarł duży wpływ na ogromną liczbę młodych ludzi, szukających rzetelnej - filozofii i teologii.

Frédéric Lenoir: Czy może nam ojciec opowiedzieć, jak zrodziło się Zgromadzenie św. Jana?

O. Marie-Dominique Philippe: Zgromadzenie Św. Jana narodziło się we Fryburgu, gdzie od 1945 r. wykładałem filozofię. Mała grupa moich studentów poprosiła, po zrobieniu licencjatu, żebym się nimi zajął nie tylko od strony naukowej, ale również duchowej. Stanąłem wobec tych młodych - spragnionych prawdy, ale jeszcze bardziej pragnących oddać się całkowicie Panu. Próbowałem skierować ich do dominikanów. Okazało się jednak, że prowincja w Paryżu nie jest w stanie przyjąć tej piątki. Spróbowałem więc w Rzymie, u generała zakonu, ale odpowiedź była negatywna. W ten sposób miałem przed sobą tych młodych, wiedząc, że nie mam prawa ich zatrzymać, gdyż Kościół udzielił mi jedynie prawa nauczania filozofii. Ponieważ jednak bardzo nalegali, żeby im pomóc, żeby ich formować, żeby zostać z nimi; zasięgnąłem rady Marty Robin. Pojechałem do Châteauneuf-de-Galaure. Znałem je dobrze, często prowadziłem tam rekolekcje dla członków Ogniska: Marta wysłuchała mojego pytania z dużą uwagą, pomodliła się i powiedziała mi: "Myślę, że ojciec powinien potraktować tę prośbę bardzo poważnie, nie ma ojciec prawa tak ich zostawiać, trzeba naprawdę spróbować się nimi zająć". Wobec tak jasnego sformułowania; nie mogłem już się wycofać. Zacząłem się zastanawiać, jak moglibyśmy znaleźć w Kościele własne miejsce. Po dominikanach spróbowałem z kanonikami św. Bernarda, których dobrze znałem (mieli swój dom we Fryburgu). Ale ich odpowiedź też była negatywna. Tak się złożyło, że dowiedziałem się tego przez telefon, będąc w opactwie Lerins, gdzie jeździłem regularnie z wykładami filozofii. Kiedy przeor tego klasztoru dowiedział się o tym, zapytał spontanicznie: "A dlaczego by nie spróbować u nas?". Opat się zgodził, więc udaliśmy się do biskupa Bartha, który był wówczas biskupem Frejus-Toulon. Z dużą uwagą przysłuchiwał się, czego ci młodzi ludzie pragną. Dałem mu do przeczytania małą regułę życia, o której napisanie mnie poprosili. Powiedział po prostu: "Proszę ojca, gdybym był młodszy, sam starałbym się o przyjęcie do waszego Zgromadzenia" i poprosił mnichów z Lerins, żeby nas przyjęli. Tak więc Zgromadzenie Św. Jana powstało dzięki francuskiemu biskupowi. Następnie Rzym zaaprobował ten związek z cystersami w Lerins - opat wziął chłopców pod swoje skrzydła. Ja sam byłem we Fryburgu, formowałem ich intelektualnie i duchowo. W ten sposób powstał zalążek Zgromadzenia braci. Było to ich wołanie, ich potrzeba. Nie miałem jakiegokolwiek zamiaru ich gromadzić.

F.L.: Czy nigdy wcześniej nie marzył ojciec o założeniu Zgromadzenia?

M.D.: Nie! Za każdym razem, gdy studenci mówili mi o swoim powołaniu, odsyłałem ich do biskupów, albo do istniejących wspólnot zakonnych. Nigdy nie myślałem o tym, by założyć małą rodzinę zakonną. Ale wołanie tych chłopców było jednoznaczne i tak silne, że musiałem to zaakceptować. Marta Robin z jednej strony, biskup Barth z drugiej - utwierdzali mnie w tym, by ich prowadzić i ofiarować Bogu i Kościołowi. Rzym bardzo szybko zgodził się, by mogli przez 7 lat ad experimentum wieść takie życie. Nie mieszkałem z nimi, byłem w Albertinum (klasztor dominikanów, którzy wykładają na uniwersytecie), ale regularnie do nich chodziłem. Nie było to oczywiście idealne rozwiązanie, ale dzięki Bogu był wśród nich jeden ksiądz, o. Mossu, któremu biskup Wersalu pozwolił wielkodusznie wrócić do Fryburga, gdzie studiował teologię. W rezultacie obecność starszego brata, kapłana, okazała się konieczna. Dzięki temu nie musiałem być stale wśród nich, zajmowałem się nimi, prowadząc cały czas wykłady na: uniwersytecie. Tak uformował się rdzeń Zgromadzenia.

F.L.: Zgromadzenie Św. Jana bardzo szybko się rozrosło, prawda?

M.D.: Tak; to prawda, bardzo szybko. Wszystko zaczęło się bardzo zwyczajnie w Lerins. Zgromadziliśmy się w czasie rekolekcji, które prowadziłem. Pod koniec tych rekolekcji, 8 grudnia 1975 r. pierwszych pięciu młodych ludzi stanęło przed ikoną Maryi Panny. Przyrzekli Jej całkowite oddanie, by mogła ich prowadzić do Jezusa, a Jezus do Ojca. W ciągu roku dołączyło się do nich następnych czterech. Kiedy dostaliśmy zgodę Rzymu (w kwietniu 1978 r.); stało się to wszystko trochę bardziej oficjalne. Pierwsi przyjęli habity latem 1978 r. W ciągu roku akademickiego 1979/80 było ich już ponad 40. Byłem nieco przerażony tempem, w jakim ta mała grupa rosła. Zwierzyłem to przerażenie Marcie. Odpowiedziała mi po prostu: "Skoro przychodzą do ojca i przysyła ich Panna Maryja, nie ma Ojciec prawa im odmawiać. Proszę to zaakceptować i liczyć, że Maryja pomoże ich uformować". Zachęta Marty pomogła mi iść dalej i głębiej.

F.L.: Kiedy Zgromadzenie opuściło Szwajcarię i przeniosło się do Francji?

M.D.: Gdy przekroczyłem limit wieku jako profesor (70 lat), wolałem opuścić Fryburg. W tym momencie poszli za mną wszyscy bracia ze Zgromadzenia Św. Jana. Było ich już wtedy ponad 80. Opuściliśmy więc Szwajcarię na początku lata 1982 r. Benedyktynki z diecezji Autun, gdzie założycielką i przeoryszą jest moja siostra, bardzo się modliły, żebyśmy się nie osiedlili zbyt daleko od nich. Dzięki nim dowiedzieliśmy się o istnieniu pustego od 20 lat seminarium, dawnego seminarium diecezjalnego w Rimont. Biskup Le Bourgeois, wówczas biskup Autun przyjął nas z ogromną dobrocią mówiąc: "Zobaczymy, czy zdołacie tu wytrzymać". Wykazał sporo odwagi, gdyż klimat nie był nam specjalnie przychylny.

F.L.: Zgromadzenie Św. Jana było w tym czasie dosyć mocno krytykowana. Zarzucono wam, że jesteście zamaskowanym seminarium?

M.D.: Zarzucono nam, że jesteśmy zamaskowanym seminarium, a ponadto, że jesteśmy związani z Ecône[1], tak jakbyśmy byli ukrytą odnogą Ecône we Francji. To prawda, że z daleka Fryburg i Ecône mogły wydawać się bliskie, ale będąc na miejscu widać; że Ecône jest w Le Valais, a to dosyć daleko od Fryburga. Były anonimy, wysyłane (tak sądzę) do wszystkich biskupów Francji. Nie sprawdzałem ich pochodzenia. Mówiły otwarcie, że jesteśmy zamaskowanym seminarium, bardziej lub mniej związanym z Ecône. Doprowadziło to do fali podejrzeń; niektórzy sądzili, że Zgromadzenie powstało, żeby odbudować seminaria we Francji. Podczas gdy nigdy to nie było naszym zamiarem - jako zakonnik chciałem przede wszystkim pomóc tym chłopcom, którzy mieli powołanie zakonne, wejść w pełni w ducha zakonu. Nigdy nie zamierzaliśmy tworzyć "dzikiego" seminarium. Stale, od samego początku mieliśmy, wskazuje na to dobrze Reguła życia, pragnienie pełnego uczestnictwa w Kościele, pragnienie życia zakonnego, kontemplacyjnego z formacją prostą i głęboką, w dużej wierności Kościołowi. I Bóg pozwolił, że przyjęto nas w Rzymie z dużą otwartością, zapewne również dlatego, że znałem Ojca Świętego osobiście jeszcze z czasów, gdy nie był Papieżem.

F.L.: Czy może nam ojciec powiedzieć coś o imieniu Zgromadzenia?

M.D.: Na początku nie mieliśmy imienia. Nigdy nie myślałem o imieniu. Pewnego dnia spytano mnie w Rzymie: "Jakie imię nadacie wspólnocie?" Byłem więc zmuszony coś odpowiedzieć i to bardzo szybko. Odpowiedziałem: "Dla mnie możliwe jest tylko jedno imię: Zgromadzenie Św. Jana". Kocham Ewangelię św. Jana, Apokalipsę, Pierwszy List. Myślę, że Ewangelia św. Jana jest Ewangelią jedności, tą Ewangelią, która może pozwolić nam przejść ponad wszelkimi podziałami w Kościele i doprowadzić nas do jedności, która sięga bardzo daleko. W Ewangelii św. Jana odkrywamy, bardziej niż w innych, wielką tajemnicę kapłaństwa Chrystusa. Od samego początku byliśmy bardzo ukierunkowani na tę tajemnicę. Dlatego dla mnie, gdy Rzym uznał wspólnotę, było jasne, że może chodzić tylko o Wspólnotę Św. Jana.

F.L.: Czy może nam ojciec powiedzieć coś w kilku zdaniach o życiu zakonnym. Wyjaśnić nam, na czym polegają śluby ubóstwa, posłuszeństwa i czystości?

M.D.: W czasie rekolekcji w Châteauneuf-de-Galaure często rozmawiałam z Martą o życiu zakonnym. W Ogniskach Miłości nie składa się ślubów. Członkowie są świeckimi, ofiarowanymi Bogu i o. Finet bardzo na to naciska. Zawsze pytałem Martę, czy to, co mówię, jest faktycznie zgodne z duchem Ognisk, tak jak ona sobie tego życzy. Za każdym razem odpowiadała mi, że pod względem doktrynalnym jest to ten sam duch. Dzięki świeckim, konsekrowanym w Châteauneuf, zacząłem lepiej rozumieć, czym powinno być życie zakonne w odnowionym Kościele. Konieczny był powrót do źródeł. A źródłem życia zakonnego, według wielkiej Tradycji Kościoła, jest Maryja ofiarowująca się Bogu. W sposób całkowicie ukryty; jest całkowicie Boża. Ofiarowanie w świątyni, święto, które zawsze ogromnie lubiłem, i które nowa reforma liturgiczna zachowała, jest jakby dowodem istnienia w tradycji chrześcijańskiej tej wielkiej tajemnicy całkowitego oddania się Bogu, już w duchu ewangelicznym. My w Kościele mamy żyć błogosławieństwami, na wzór Maryi, to znaczy żyć w duchu ubóstwa i w duchu posłuszeństwa. To właśnie ma doprowadzić do głębokiej odnowy życia zakonnego: wejść w tajemnicę Maryi, w ewangeliczną czystość w tym, co jest w niej najgłębsze, najbardziej wewnętrzne. Żyć w tym duchu, który dla Maryi oznaczał tajemnicze spotkanie z Józefem i jej boskie macierzyństwo. Jest to dla nas cudowny wzór: ten duch wymaga wcielenia w życie wspólne braterskiej miłości (spotkanie z Józefem), wymaga głębokiej formacji w życiu kontemplacyjnym (tajemnica boskiego macierzyństwa) oraz apostolskiej służby Kościołowi (tajemnica Nawiedzenia).


[ciąg dalszy]


[1]Ecône - seminarium integrystów biskupa Lefebvra (przyp. tłum.).

strona główna   początek strony