Zgromadzenie czytelnia
ludzie strona główna
wydarzenia adresy
linki
problem osoby w sercu miłości tajemnica ojca tomasz
doktor list do przyjaciela wprowadzenie do
arystotelesa człowiek wobec śmierci powołani do miłości o
wspólnocie o
adoracji o
marcie robin
wywiad z założycielem Zgromadzenia Świętego Jana o. Marie-Dominique Philippe
przeprowadzony w 1987 roku przez Frederica
Lenoir,
ukazał się po polsku w książce Nowe
Wspólnoty,
wydanej przez Wydawnictwo Księży
Marianów, Warszawa 1993. Tłum. Dorota Szczerba.
M.D.: Formacja braci zależy od całości ich życia chrześcijańskiego. Jest to formacja przede wszystkim duchowa, szkoła adoracji i kontemplacji, formacja wewnętrzna, która ma ich uczyć uległości Duchowi Świętemu. Potrzebne jest do tego, jak się szybko okazuje, oczyszczenie inteligencji. Mówiłem już o tym przy okazji teologii i bezpośredniego kontaktu z Pismem świętym.
Bracia mają od samego początku wykłady z teologii biblijnej i mistycznej, zwłaszcza na podstawie Ewangelii św. Jana. Te ostatnie wykłady mają prowadzić do zrozumienia wielkości kapłaństwa umiłowanego Syna. Sądzę, że ta nuta jest zupełnie szczególna w naszej formacji. Jezus jest umiłowanym Synem Ojca, w którym Ojciec złożył całe swoje upodobanie. Jezus jest również Arcykapłanem, który przychodzi nas zbawić, biorąc na siebie całą niegodziwość świata, stając przed Ojcem jako odpowiedzialny za całą ludzkość.
Formacja braci ma dwa kierunki. Z jednej strony stara się zrozumieć, kim jest człowiek w jego wielkości i w jego zmaganiach, zrozumieć człowieka w jego słabościach i zrozumieć człowieka w jego możliwościach - taki jest sens formacji filozoficznej. Kim jest osoba ludzka, na czym polega jej godność, jej wielkość? W jaki sposób jest przeznaczona do czegoś, co ją przekracza? Człowiek nie może zrozumieć siebie jedynie przez odniesienie do siebie samego. Jest istotą duchową, która domaga się stałego przewyższania siebie w poszukiwaniu prawdy i w poszukiwaniu miłości. Człowiek jest istotą, która nieustannie usiłuje siebie przekraczać, iść dalej.
Z drugiej strony formacja ma pozwolić braciom na głęboką lekturę Ewangelii w wierze, w bardzo dużej bliskości Jezusa. Dlatego formacja duchowa znajduje swe spełnienie w praktykowaniu modlitwy kontemplacyjnej, która jest tajemnicą przemiany naszego serca w serce Chrystusa.
Jest również formacją miłości braterskiej w życiu wspólnym, które ma służyć wcielaniu miłości i oczyszczaniu nas z egoizmu, egocentryzmu i pychy. Uczymy się kochać Jezusa w bliźnim, w życiu wspólnym, służąc sobie nawzajem. Jest to integralna część formacji nowicjatu. Od czasu Vaticanum II nie ma braci konwersów. Wszyscy bracia muszą zajmować się materialną stroną życia w klasztorze, jest to ich konkretny udział w ubóstwie. Czasem jest to ciężkie, wolelibyśmy, żeby ktoś to z nas zdjął, ale jest to konieczne, by zrozumieć, czym jest pokorna i ukryta praca, czym są życiowe konieczności.
Formacja powinna coraz bardziej nas, otwierać. na wymagania współczesnego świata, pomóc nam zrozumieć, w jaki sposób dzisiaj przekazywać Ewangelię. Dlatego trzeba znać choroby naszego świata, jego rany, trzeba znać pułapki, w jakie wpadamy, współczesne ideologie tworzące klimat, którym oddychamy. Koniecznie trzeba je znać, by lepiej zrozumieć ludzi, umieć z miłością podchodzić do ich problemów i przekazywać żywe słowo Chrystusa tym, którzy go jeszcze nie słyszeli, tym, którzy są na nie obojętni czy je odrzucają.
F.L.: Często mówi ojciec o św. Tomaszu. Czy można powiedzieć, że jest ojciec tomistą?M.D.: Określiłbym siebie prościej - jako przyjaciela św. Tomasza, dlatego, że św. Tomasz szuka prawdy i wszyscy, którzy jej szukają, są jego przyjaciółmi. Jeśli chodzi o św. Tomasza jest to bardzo ważne. Św. Tomasz chce, żebyśmy byli niezależni w myśleniu; według niego filozofia nie może się posługiwać jako ostateczną racją argumentem autorytetu. Filozof ma dochodzić do niezależności sam, przez swoje doświadczenie. Sądzę, że schyłkowa scholastyka to zatarła. Gdy tylko zacząłem studia, postawiłem mojemu profesorowi teologii kilka pytań, dotyczących słynnych dróg dochodzenia do istnienia Boga i on nie umiał mi odpowiedzieć. Zrozumiałem wtedy, że trzeba wrócić do Arystotelesa, źródeł św. Tomasza. Poza tym o. Chenu stale nam mówił, że trzeba wrócić do źródeł św. Tomasza, a wśród tych źródeł do Arystotelesa. Odkryć Arystotelesa nie po to, żeby go powtarzać, lecz by zrozumieć, w jaki sposób realistyczna filozofia, która wychodzi od doświadczenia, powinna prowadzić do mądrości kogoś, kto szuka prawdy - do mądrości, którą zdobywa się powoli, stopniowo, i która daje nam coraz większą niezależność. Jednocześnie pozwala nam bardzo szanować opinie innych i nie być niewolnikiem własnych sądów. Pozwala zrozumieć, że w opiniach i koncepcjach innych może być coś interesującego, a jednocześnie cały czas szukać prawdy za pomocą własnych, osobistych poszukiwań, wychodząc od własnych doświadczeń.
Za św. Tomaszem lubię rozróżniać trzy rodzaje mądrości: mądrość filozoficzną, mądrość teologiczną i mądrość mistyczną. Dwie z nich się zdobywa (mądrość filozoficzną, wychodząc od doświadczenia, a mądrość teologiczną przez studiowanie słowa Bożego), natomiast jedną z nich otrzymuje się "za darmo" od Boga - jest to mądrość mistyczna. Myślę, że scholastyka tomistyczna praktycznie zniosła mądrość filozoficzną, która przyznaje rozumowi właściwą człowiekowi niezależność. Sprowadziła wszystko do zdobywania mądrości teologicznej i nie dosyć brała pod uwagę to, czym jest mądrość mistyczna i kontemplacyjna, która daje zupełnie nową wolność, wolność dzieci Bożych. Wchłonęła w siebie tamte dwie wolności. Zadowalała się czymś w rodzaju szkoły powtarzania: powtarzano pewne rozróżnienia, nie wiedząc czemu służyły i uogólniając je, co jest dla rozumu czymś nieznośnym. Sam św. Tomasz miał do Arystotelesa stosunek osobisty. Dzisiaj powinniśmy tworzyć filozofię, wychodząc od naszego własnego doświadczenia, odkrywając głęboką niezależność rozumu, który szuka prawdy.
F.L.:
A jednocześnie doktrynie św. Tomasza zarzuca się często, że jest zbyt
racjonalna i sucha...
M.D.:
Św. Tomasz powinien być rozumiany także od strony jego pism kontemplacyjnych.
Nie można oddzielić Summy teologicznej od tego, co św. Tomasz mówi w
komentarzach do Pisma świętego, gdzie wyjaśnia, że największe doświadczenie
mistyczne polega na tym, by pozwolić Duchowi Świętemu wołać z głębi
naszego serca "Ojcze", odkryć przez serce Jezusa pełne miłości
usynowienie, które jest darem Ojca - taki jest najgłębszy sens teologii św.
Tomasza. Jezus jest pośrednikiem, który zanosi nas Ojcu. Św. Tomasz jest w
pierwszym rzędzie kontemplatykiem. To prawda, że Summa teologiczna ma bardzo
racjonalistyczną obudowę pojęciową, ale racjonalne jest zawsze u św.
Tomasza skierowane ku inteligencji, która chce wniknąć głębiej w tajemnicę,
zawsze jest w służbie wiary, która kontempluje. Dlatego dla św. Tomasza
teolog jest sługą wiernym, cichym i ubogim. Nie żyje się na poziomie
teologii. Życie sytuuje się na poziomie dziecka Bożego, które karmi się
bezpośrednio słowem Bożym. Jedynym sensem teologii jest to, by pozwolić nam
wniknąć głębiej w słowo Boże. Żyjemy też, posługując się mądrością
filozoficzną, która choć ma swoje prawa, jest całkowicie ukierunkowana na mądrość
mistyczną.
F.L.:
Ojciec rozwija teologię, wychodząc od św. Jana, czego św. Tomasz nie robił...
M.D.:
Św. Tomasz nie rozwijał ani filozofii dla niej samej, ani mistyki. Właśnie w
tym miejscu odcinam się od formacji czysto scholastycznej. Współczesny świat
potrzebuje dużo głębszej filozofii. Vaticanum II wyraźnie o to postuluje.
Chodzi o to, żeby dzięki zrozumieniu człowieka we wszystkich jego wymiarach,
być otwartym na świat. Niekoniecznie musimy zawsze od razu mówić o Bogu.
Takiej postawy wymaga od nas otwarcie na świat. Wymaga rozwoju filozofii dla
niej samej. Św. Tomasz nie doświadczył takiej konieczności po prostu
dlatego, że w średniowieczu Europa była jeszcze chrześcijańska.
Z
drugiej strony konieczny jest rozwój teologii mistycznej. Ma nas ona nauczyć
patrzeć na Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego jako na naszą mądrość,
mądrość kontemplacji i widzieć, w jaki sposób wszystko powinno zmierzać do
odkrycia absolutu miłości przeżytej w tajemnicy Trójcy Świętej poprzez święte
człowieczeństwo Chrystusa. Taka kontemplacja pozwoli nam widzieć ludzką małość
w świetle miłości Boga. Pozwoli nam zrozumieć, jak bardzo Jezus kocha ludzi
i jak bardzo nas prosi, byśmy ich kochali, myśleli o ich bólu, byli wrażliwi
na ich cierpienie, zatrzymywali się przy nich i nieśli ich nędzę. Tylko w
ten sposób możemy być prawdziwymi apostołami.
M.D.:
Z pewnością schyłkowa scholastyka stała się przeszkodą w jedności Kościoła.
Wierzono, że aby być katolikiem, należy w pełni zgadzać się że scholastyką,
mimo że od czasów Ockhama była ona zredukowana właściwie do logiki. Obudowa
logiczna była tak mocna, że zdusiła życie intelektualne, uniemożliwiła
rozumowi służbę wierze. Dlatego dzisiaj konieczny-jest powrót do prawdziwej
filozofii człowieka i do prawdziwej teologii mistycznej. Nie należy lekceważyć
"naukowej" teologii św. Tomasza, ale trzeba ją rozumieć "od
wewnątrz". Natomiast to, co powinniśmy dać światu, to nie jest Summa św.
Tomasza, lecz głęboka filozofia człowieka i teologia mis zna. Jeśli to
zrobimy, możemy się otworzyć na wszystkich braci ze Wschodu oraz na naszych
braci odłączonych. Zrozumieją oni wówczas dużo lepiej, czym jest głęboka
żywotność Kościoła katolickiego.
Marcie
Robin bardzo podobał się ten porządek trzech mądrości (filozoficznej,
teologicznej i mistycznej). O. Finet przypomniał sobie, jak mówiła mu, że
koniecznie trzeba to rozpowszechniać. Tak ważne jest, by dobrze rozróżniać
te trzy poziomy! Pierwszy poziom to poszukiwania filozofa, czynione z ogromną
wolnością. Filozof jest tym, który szuka, który stale szuka. Wykładam
filozofię od 1939 r. a jeszcze teraz odkrywam aspekty, których wcześniej nie
widziałem wystarczająco jasno. Filozofia wymaga stałych poszukiwań. Filozof
żyje w nieustannym poszukiwaniu prawdy. ,Mądrość filozoficzna pomaga wierze,
pozwala jej się jaśniej wyrazić, oczyszcza inteligencję, zostawiając większą
przestrzeń Duchowi Świętemu. Następny jest poziom teologii
"naukowej", zdobywanej, która pozwala przekazywać innym to, czym żyjemy
w najgłębszej ciszy serca. I wreszcie ostatni poziom - mądrości mistycznej,
daru Ducha Świętego,- który pozwala nam żyć w tak wielkiej bliskości Serca
Jezusa.
M.D.:
Gdy byłem we Fryburgu, wiele dziewcząt prosiło mnie, żebym założył wspólnotę
sióstr. Odpowiadałem: "Nie, nie mam do tego powołania". Kiedy wróciliśmy
do Francji, zaczęły jeszcze bardziej nalegać i zdałem sobie sprawę, że nie
mogę im odmówić. Tak powstała pierwsza mała Zgromadzenie, całkowicie
kontemplacyjna, wokół siostry Alix, która miała już pewne doświadczenie w
życiu zakonnym. Potem pojawiły się siostry apostolskie, które chciały żyć
bardziej w służbie ludzi. I w ten sposób Kongregacja Zgromadzeń Św. Jana
zyskała nową jedność i coraz większą otwartość. Zapewniają nam to z
jednej strony te siostry, które przypominają nam nieustannie pierwszeństwo
kontemplacji, a z drugiej te siostry, które docierają swym apostolstwem do
takich środowisk, w które nie umielibyśmy wejść. Siostry znacznie lepiej niż
bracia "rozdają" miłosierdzie, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy
materialne.
F.L.:
Jakie jest ojca zdanie na temat rozwoju nowych wspólnot? Czy można mówić o
nowej wiośnie Kościoła?
M.D.:
Myślę, że przeżywamy zalążki "nowego Zesłania Ducha" i
"wiosny Kościoła", które wyprorokowała Marta Robin. Wiosna Ducha
Świętego, nowe Zielone Święta przychodzą przez serce Maryi. Głęboka jedność
w łonie tej Odnowy jest darem Maryi. Odnoszę wrażenie, że różnorodność
tych duchowych rodzin nie prowadzi już do rywalizacji. Ryzyko rywalizacji
pozostaje zawsze, gdyż jesteśmy ludźmi, ale jest coś ponad to: intensywność
życia duchowego, kontemplacyjnego i apostolskiego jest tak wielka, że usuwa w
cień rywalizację. Czuje się, że czas jest krótki, że Chrystus jakby się
spieszył, że Maryja chce, żebyśmy się ośmielili głosić Ewangelię
wszystkim ludziom naszych czasów. Tak samo u Ojca Świętego czuje się
niecierpliwe pragnienie odnowy Kościoła.
F.L.:
Mówi ojciec często, że Kościół, za przykładem Chrystusa, przeżywa jakby
swój "ostatni tydzień". Co ojciec rozumie przez to wyrażenie?
M.D.:
Osobiście bardzo lubię to wyrażenie, ale z pewnością nie wolno robić z
niego dogmatu! Ewangelia św. Jana zatrzymuje się w sposób bardzo szczególny
na ostatnim tygodniu Chrystusa (począwszy od rozdziału 12). Bardzo mnie to
zawsze zastanawiało. -Czy począwszy od Vaticanum II, nie weszliśmy w ostatni
tydzień Kościoła? Stale stawiam sobie to pytanie. I pozostaje ono oczywiści
pytaniem. Przeżywamy ostatni tydzień, to znaczy wielkie walki Apokalipsy, a
jednocześnie niezwykle silne działanie Ducha Świętego. Jego wołanie, by we
wszystkim wracać do źródeł. Jesteśmy dziś świadkami schyłku wszystkich
kultur. Wszystkie wielkie kultury zostały poruszone, by nie powiedzieć
pogrzebane. Zwracało to moją uwagę nie tylko w Europie, ale również w
Afryce i w Chinach. Człowiek rodzi się więc osierocony, słaby i kruchy. Jeśli
spotyka Chrystusa, rozumie, że ma się na czym oprzeć, skąd czerpać siłę,
że ma swe źródło. Kościół powinien być tu, by pomóc tej powstającej
ludzkości, tak pięknej i tak kruchej, tak zadziwiająco pełnej siły, tak młodej,
a jednocześnie podatnej na zranienie. Odnowa Kościoła powinna ogarnąć tę
nową ludzkość pozbawioną korzeni, lecz spragnioną Absolutu. Powinna ją właśnie
zaprowadzić do Chrystusa.