wspólnota czytelnia
ludzie strona główna
wydarzenia adresy
linki
problem osoby w sercu miłości tajemnica ojca tomasz
doktor list do przyjaciela wprowadzenie do
arystotelesa człowiek wobec śmierci powołani do miłości o
wspólnocie o
adoracji o
marcie robin
o. M.-D. Goutierre, Powołani
do miłości (fragment)
Konferencja wygłoszona do młodzieży akademickiej we
Wrocławiu, 26 października
2000.
Wraz z tekstem o. M.-D. Philippe "Powołani do miłości" ukazała
się w wydawnictwie Del Art,
Kraków 2001, tłum. A. Kuryś, M. Orzepowska
[1]
[2]
„Bóg jest miłością”[1]
Poproszono mnie, abym powiedział wam coś o miłości w naszym życiu chrześcijańskim. Będziemy więc o niej mówić z teologicznego punktu widzenia. Niezwykle uderzające jest stwierdzenie, iż Jezus nie powiedział w Ewangelii: „Bóg jest miłością”. Pozwolił, by te słowa wypowiedział św. Jan w Pierwszym Liście: „Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy”[2]. Kryje się w tym niezwykła delikatność Jezusa: sam usuwa się w cień, aby pozwolić św. Janowi, swemu umiłowanemu uczniowi i umiłowanemu synowi Maryi, ogłosić wielką tajemnicę, wielki sekret Boga: „Bóg jest miłością”. Takie są zwyczaje przyjaźni: przyjaciel cieszy się, że może przepuścić swego przyjaciela przodem i pozwolić mu wypowiedzieć to, co sam może umiałby wyrazić znacznie lepiej… Zbyt rzadko myślimy o tym, że Jezus ustępuje miejsca także i nam, i pozwala, byśmy wraz z Maryją i pod kierunkiem Ducha Świętego sami odkrywali Jego serce, Jego tajemnicę, sekret Jego miłości do Ojca, i głosili to naszym braciom. Jezus ma do nas całkowite zaufanie i oczekuje, że będziemy Go szukać całym naszym umysłem i całym naszym sercem, że będziemy się starali poznawać i kochać Ojca tak, jak On sam Go zna i miłuje.
W tym stwierdzeniu św. Jana odkrywamy jego serce i jego umysł teologa i przyjaciela Chrystusa. Św. Jan jest teologiem-przyjacielem serca Chrystusa. Żyjąc mądrością Krzyża przez Eucharystię i dar, jaki Jezus mu uczynił z Maryi, Swej Matki, św. Jan, przyjaciel, wszedł w tajemnice serca Chrystusa. Przyjacielem jest ten, kto żyje tajemnicą serca przyjaciela; na Ewangelię św. Jana możemy patrzeć jako na Ewangelię, która nam objawia tajemnice serca Chrystusa. A wielką tajemnicą Jezusa, tą tajemnicą, która mieści w sobie i łączy wszystkie inne, jest żyć miłością Ojca i miłować Ojca. Św. Jan odkrył to pod tchnieniem Ducha Świętego: przez mądrość Krzyża odkrył, że Bóg jest Miłością; kontemplował mądrość Krzyża jako wielkie objawienie Bożej miłości.
W świetle stwierdzenia „Bóg jest miłością”, chyba najlepiej możemy zrozumieć trzy zasadnicze cechy świętości św. Jana, o których mówi nam św. Tomasz z Akwinu, zwłaszcza w Komentarzu do Ewangelii św. Jana. Zastanawiając się, dlaczego Jan jest uczniem, „którego miłował Jezus”[3], dlaczego Jezus przedkładał Jana nad Piotra, św. Tomasz odpowiada zwracając uwagę na trzy zasadnicze cechy św. Jana. Chodzi o jakość jego świętości, jego miłości do Chrystusa; możemy prosić Ducha Świętego, by pozwolił nam żyć tą świętością i tą miłością, by nauczył nas żyć tak, jak żyją umiłowani uczniowie Chrystusa, jak św. Jan – cechy te nie są bowiem wyłączną własnością Jana, podobnie jak wszystkie dary Boże. Św. Tomasz podkreśla więc, że Jezus szczególnie umiłował Jana z powodu przenikliwości jego umysłu, czystości jego serca i jego młodości.
Przenikliwość umysłu
Być przenikliwym w swym umyśle nie znaczy być „intelektualistą” w racjonalnym tego słowa znaczeniu. Znaczy oddać cały swój umysł na służbę miłości i osoby. Żarliwa miłość sprawia, że stajemy się inteligentni, przenikliwi dla osoby, którą kochamy. Jest to prawdą już w odniesieniu do prawdziwej ludzkiej miłości, ale nabiera to szczególnego znaczenia w odniesieniu do Boga. Tajemnica Boga nie kryje się bowiem w nauce; nie kryje się w „racjonalnym” umyśle, który analizuje i mierzy. Boga można tylko kontemplować – to stwierdzi już filozof – a mądrość filozoficzna jest szczytem ludzkiego umysłu, zdolnego do poznania prawdy. W Bogu światło i miłość stanowią jedno; w mądrości, dzięki miłości, światło Boga jest dobrem właściwym naszego umysłu, i na tej podstawie św. Tomasz stwierdza, że mądrość to habitus contemplativus.
Bóg, nasz Stwórca, jako Ojciec, który nas prowadzi z miłością i z nieskończonym szacunkiem, pragnie, byśmy w ten sposób mobilizowali nasz umysł w miłości, aby Go poznawać i odkrywać w mądrości; mówił to już filozof Arystoteles, dla którego „człowiek działający zgodnie z rozumem i pielęgnujący go zdaje się (…) być też bogom najmilszy”[4]. W tej mierze, w jakiej poszukujemy prawdy, Ojciec oddziałuje na nas i i może nas prowadzić nie napotykając przeszkód z naszej strony: „Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością”[5], kocha człowieka, który poszukuje prawdy całym sercem i całym umysłem. Bogu trudno kierować człowiekiem, który już nie poszukuje prawdy i woli trwać w swej szczerości i w swych poglądach, zamykając się na sobie i swych ograniczeniach.
W dziedzinie wiary to poszukiwanie prawdy w odniesieniu do tajemnicy Boga nabiera charakteru niezwykle osobistego przez tajemnicę Jezusa i przez słowo Boże. Dla człowieka, który poszukuje prawdy, poszukuje mądrości, jest w tym coś bulwersującego: Bóg przyjął nasze człowieczeństwo, przyjął ludzkie oblicze, przemówił naszym językiem, aby nam objawić prawdę swej tajemnicy. Tajemnica Wcielenia i słowo Boże bynajmniej nie tłamszą naszego umysłu, ale go mobilizują, by jeszcze bardziej poszukiwał prawdy, w owej cogitatio fidei, o której mówi św. Augustyn i św. Tomasz. Czyż nie to właśnie ukazuje nam św. Jan w bardzo szczególny sposób? Jako umiłowany uczeń, jako przyjaciel Chrystusa, z całą przenikliwością, jaką żarliwa miłość dała jego umysłowi, starał się wejść w rozumienie sekretów serca Chrystusa, w którym „wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte” [6]. Jezus umiłował tę żarliwość, ten zapał Jana, który był spragniony przyjęcia całej prawdy Jego słowa i Jego tajemnicy, niczego z niej nie umniejszając.
Czystość serca
Umiłował także czystość serca św. Jana. Znacie słowa św. Bernarda: „Miłość nie ma innej miary niż miłość, a miarą miłości jest miłość bez miary”[7]. Jakże to mocne! Jeśli kochamy dla radości, jaką czerpiemy z kochania, dla radości, jaką nam daje obecność tego czy tej, kogo kochamy, to kochamy już nie tylko dla kochanej osoby, już nie kochamy z bezinteresownością, jakiej domaga się miłość, ale kochamy trochę dla siebie, dla radości, jaką czerpiemy z miłości. To nie znaczy, że radość jest czymś złym… wcale nie! Ale to znaczy, że miłość jest „ponad” radością; jest źródłem, a serce czyste to serce kochające u źródła, u źródła miłości, którym jest osoba drugiego człowieka. Ten, kto kocha z czystością, daje siebie bez kalkulacji, w wolności i w mocy serca, które daje siebie całkowicie, bez reszty.
W Liście apostolskim, który ogłasza Teresę od Dzieciątka Jezus doktorem Kościoła, Ojciec Święty pokazuje, że jej najbardziej charakterystyczną cechą jest zgodność między tym, co mówi i tym, czym żyje: Teresa nie głosi pięknych słów, którymi nie żyje, lecz żyje tym, o czym mówi. Praktykuje to, czego naucza, a właśnie to przekonuje z praktycznego punktu widzenia. Stale się o tym mówi w dziedzinie wychowania: kiedy ktoś mający autorytet mówi nam, co powinniśmy robić, a sam postępuje odwrotnie, jego słowo traci jakąkolwiek skuteczność. Dla małej Teresy, która chce być miłością „w sercu Kościoła”, kochać „to dać wszystko i dać samego siebie”. Tutaj spotyka się ze św. Janem, który mówi nam: „Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą”[8]. Kochać to tracić swe życie, tracić swą duszę, gdyż stajemy się całkowicie zależni od tego, kogo kochamy: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”[9]. Kiedy prawdziwie kogoś kochamy, jesteśmy bardziej wrażliwi na osobę, którą kochamy niż na samych siebie, wychodzimy poza samych siebie, znikamy w naszych własnych oczach. A Chrystus może tak mocno przyciągać nasze serce, że już nie wiemy, kim jesteśmy poza Nim, jak Jan Chrzciciel na pustyni, który się przedstawia jako „głos wołającego na pustyni”[10]. Jest całkowicie zwrócony ku Jezusowi.
Kiedy kogoś kochamy, to przebywamy w jego sercu. Na tym właśnie polega czystość serca: kochamy dlatego, że kochamy, kochamy z miłości do osoby, którą kochamy, i nasze życie nabiera sensu w odniesieniu do tej osoby. Św. Augustyn mówi, że „miłość jest ciężarem”: gdy kochamy, nasze serce ciąży ku osobie, którą kochamy, jest ciężkie obecnością osoby, którą kochamy. Można to bardzo wyraźnie odczuwać w odniesieniu do osoby ludzkiej, ale jest to jeszcze bardziej prawdziwe w odniesieniu do miłości Boga. Miłość tworzy w naszym sercu ekstazę. Niekoniecznie ekstazę charyzmatyczną, lecz ekstazę wewnętrzną: nasze serce jest już tylko dla Boga, dla obecności Jezusa.
To jest właśnie czystość serca św. Jana, który umiłował Jezusa pojmując, że Jezus przyszedł, aby nam objawić miłość Ojca. Stwierdza to w swym Pierwszym Liście: „My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował”[11]. Być chrześcijaninem, to odkrywać w Jezusie, jak bardzo Bóg nas kocha, i, odkrywając tę miłość w wierze, oddawać jej siebie, pozwalać, by ta miłość nas przyciągała, by przyciągał nas Jezus. Jest to bardziej radykalne niż nasze grzechy: wszyscy jesteśmy grzesznikami, wszyscy jesteśmy niegodni tej miłości, wszyscy jesteśmy dziećmi marnotrawnymi. Liczy się jednak to, że Jezus nas umiłował i że z powodu tej miłości przebaczył wszystkie nasze grzechy. Jeśli tym żyjemy, to nasze serce trwa w nadziei i się oczyszcza: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi (…). Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty”[12]; nasze serce uwalnia się z balastu grzechu. Już to widzieliście: diament wydobyty z ziemi jest zamknięty w kawałku skały. Trzeba go oszlifować, aby zajaśniał, aby rozbłysnął wszystkimi ogniami! Takie jest nasze życie na ziemi: musimy pozwalać, by Ojciec nas przycinał, wygładzał, abyśmy się stali diamentem dla Nieba. Jesteśmy tutaj w szlifierni diamentów! Są tu wszystkie skarby Boga. Tak brzmiała odpowiedź św. Wawrzyńca, gdy zażądano od niego, aby wydał skarby Kościoła. Św. Wawrzyniec sprzedał wszystkie dobra doczesne, rozdał je ubogim, i kiedy go zapytano: „Gdzie są skarby Kościoła?”, wskazał ubogich. W wymiarze duchowym to znaczy, że skarbem Boga jest serce każdego z nas. Wszyscy jesteśmy ubodzy, nikt z nas nie może powiedzieć, że sam z siebie jest święty. Gdybym zadał pytanie: „Kto z was jest święty?”, nie sądzę, żeby ktoś wstał z miejsca! A przecież wszyscy powinniśmy wstać. Wszyscy jesteśmy ubogimi, grzesznikami, ale wszyscy zostaliśmy zbawieni przez Jezusa; nasze serce jest diamentem, który musi dać się oszlifować, by się oczyścić, być całkowicie przezroczystym dla światła, jaśnieć tylko miłością Chrystusa.
Kiedy staniemy przed Jezusem, nie spojrzy On na nasze grzechy, ale przyjrzy się, jak wykorzystywaliśmy wszystko, aby więcej kochać, aby dawać całe nasze serce, aby oddawać siebie Jego miłości miłosiernej. Trzeba być przenikliwym, aby więcej kochać, trzeba mieć czyste serce, aby starać się tylko i wyłącznie kochać. A to bywa niekiedy heroiczne: kochać ponad wszystko, bezinteresownie, dając wszystko z miłości. Właśnie to pokazał także św. Maksymilian Maria Kolbe, męczennik miłości braterskiej.
[2] 1 J 4, 8-10.
[3] J 21, 20.
[4] Arystoteles, Etyka Nikomachejska, X, 8, 1179a, Warszawa 1996, tłum. Daniela Gromska, s. 295.
[5] Mdr 7, 28.
[6] Kol 2, 3.
[7] Traktat o miłości Bożej.
[8] 1 J 3, 18.
[9] J 15, 13.
[10] J 1, 23.
[11] 1 J 4, 19; por. 1 J 4, 10.
[12] 1 J 3, 2-3.