wspólnota czytelnia
ludzie strona główna
wydarzenia adresy
linki
problem osoby w sercu miłości
pragnę tajemnica ojca tomasz
doktor list do przyjaciela wprowadzenie do
arystotelesa człowiek wobec śmierci powołani do miłości o
wspólnocie o
adoracji o
marcie robin
M.-D. Philippe, Pragnę (fragment)
III. Krzyk i rana
Wspomnieliśmy wyżej[1] o trzech
inicjatywach Ukrzyżowanego. Jest siedem słów Jezusa na Krzyżu, a Ewangelia Jana ukazuje
trzy spośród nich, będące jakby trzema wielkimi inicjatywami Jezusa w Jego skrajnej
bierności. Inicjatywy te są tym bardziej wymowne, że Jezus jest przykuty, unieruchomiony
zadaną Mu przemocą, gdyż "wisi na drzewie"[2].Mówiąc po ludzku, jest "wniwecz obrócony"[3].Doświadczeniem, jakie przeżywa na Krzyżu w swym ludzkim
umyśle i sercu jest najsilniejsze posłuszeństwo, jakiego kiedykolwiek od kogoś wymagano.
Jednakże w tym posłuszeństwie i poprzez nie zyskuje największą, boską i zarazem ludzką
spontaniczność. Ilekroć jesteśmy posłuszni, zyskujemy (wbrew temu, co mówi Freud) nową
wolność, gdyż przez posłuszeństwo przeżywamy miłość w pełni i wznosimy się aż do
intencji tego, kto sprawuje wobec nas autorytet. A zatem w jedności z nim pojawia
się nowa intensywność miłości, która staje się źródłem nowych inicjatyw.
Pierwsza inicjatywa, jaką podejmuje Jezus, to danie swej Matki Janowi; można
powiedzieć, że aby móc dać swą Matkę Janowi, Jezus musiał zaakceptować całkowitą ofiarę
ze swego życia. Mógł dać swoją Matkę tylko wówczas, gdy już wszystko oddał Ojcu. Całe
Jego życie, całe Jego serce człowieka zostaje złożone w posłuszeństwie, w
akceptacji Krzyża. W tej chwili istnieje tak wielka wolność wewnętrzna i tak wielkie
ubóstwo, że może oddać nawet swą Matkę. "Niewiasto, oto syn Twój".
Można powiedzieć, że pierwszym owocem posłuszeństwa Jezusa Ojcu jest boskie
macierzyństwo
Maryi wobec Jana. Jest to jednak inicjatywa Chrystusa. Ponieważ Ojciec dał Mu
Maryję za Matkę, nie mógł od Niego wymagać, aby dał Ją Janowi. To już nie podlega
posłuszeństwu; jest to jednak owoc posłuszeństwa i inicjatywa Chrystusa.
Drugą inicjatywą jest krzyk "Pragnę". Stajemy tu przed wielką tajemnicą.
Dzisiaj niektórzy próbują interpretować ten krzyk podejmując po prostu słowa Psalmu[4],jak gdyby Jezus z wysokości Krzyża
recytował psalmy. Czy cierpiąc z takim natężeniem można jeszcze odmawiać psalm? Nie
wydaje się to bardzo realistyczne. Kiedy cierpienie staje się zbyt wielkie, pozostają
tylko krzyki...
Wreszcie, przyjąwszy ten gest miłosierdzia, ale (jak zobaczymy) nie uzyskawszy w
zamian żadnego dobrodziejstwa, Jezus przejawia ostatnią inicjatywę: "oddaje
ducha" Ojcu[5]". Jest to inicjatywa w tym sensie, że Jezus wyprzedza godzinę
śmierci dobrowolnie, przez miłość, aby ukazać zwycięstwo miłości[6].
Krzyk pragnienia
Krzyk Chrystusa zostaje zrozumiany przez stojących u stóp Krzyża na dwa odmienne sposoby. Św. Mateusz i św. Marek przekazują
nam,
że "żołnierze", "niektórzy ze stojących" lub "ktoś",
podają Jezusowi "wino zaprawione goryczą" i "gąbkę napełnioną
octem"[7]. Św. Jan mówi nam: "Stało
tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu
podano"[8].Kto się kryje za słowami
"nałożono", "podano"? Kim jest "ktoś" u św. Marka? Nie
wiemy. Wiemy jednak, że wśród ludzi towarzyszących skazańcom były pobożne niewiasty,
które litując się nad nimi próbowały nieco ulżyć ich cierpieniom, zwłaszcza cierpieniom
wywoływanym przez pragnienie, które należały do najstraszniejszych.
Kiedy więc Jezus wykrzykuje swe pragnienie, te dzielne niewiasty (nie są to święte
niewiasty, które Mu towarzyszyły w życiu apostolskim) rozumieją Jego krzyk po ludzku i
mniemają, że nań odpowiedzą podając Jezusowi ocet. A św. Jan mówi nam, że Jezus
przyjmuje ten gest: "A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: 'Wykonało się!' I
skłoniwszy głowę oddał ducha"[9]. Oto
ostatni przejaw miłosierdzia Jezusa wobec ludzi: Jezus przyjmuje ten gest dobroci, choć
nie w żaden sposób nie odpowiada on na Jego wołanie, na Jego krzyk. Oczywiście, Jezusowi
chce się pić, fizjologicznie umiera On z pragnienia, ale nie to pragnienie
wykrzykuje. Widzimy tutaj wyraźnie, jak łatwo można się zatrzymać na
aspekcie materialnym, na znaczeniu czysto ludzkim i fizjologicznym, podczas gdy kryje
się tu coś znacznie głębszego, coś, co nam pozwala "dotknąć"
tajemnicy, dojrzeć
otchłań miłości serca Chrystusa.
"Daj Mi się napić"
Kto u stóp Krzyża zdołał to pojąć? Tylko Maryja i być może Jan, skoro rzeczywiście on jeden relacjonuje krzyk
pragnienia Chrystusa. Mateusz i Marek wspominają gest "niektórych ze
stojących tam". Mateusz nam mówi, że kiedy Chrystusowi podano "wino
zaprawione goryczą", On "skosztował, ale nie chciał pić"[10],natomiast "jeden z nich (...) dawał Mu pić"[11]ocet - co pozwala przypuszczać, że Jezus
przyjął ten napój. Podobnie podaje św. Marek[12].Jednak ani jeden, ani drugi - ani
św. Łukasz, który nie opisuje tego
epizodu- nie wspomina o krzyku Jezusa. Wydaje się więc, że jest tu coś
czysto Janowego.
Zwłaszcza że Jan w swej Ewangelii często podkreśla materialny, czysto ludzki sposób, w
jaki ludzie przyjmują słowa Jezusa. Można by tu przytoczyć niejeden przykład. Na
przykład, kiedy Jezus mówi, że w ciągu trzech dni odbuduje świątynię[13] lub kiedy mówi
do Nikodema, że "jeśli się ktoś nie
narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego"[14].Nikodem, izraelski uczony, rozumie to w sposób czysto
materialny: czy człowiek będący już starcem "może powtórnie wejść do łona swej
matki i narodzić się?" Z pewnością nie to Jezus chciał powiedzieć! Podobnie
wówczas, gdy mówi do Samarytanki "Daj Mi się napić"[15],kobieta pojmuje to materialnie. Przecież Nikodem i
Samarytanka to dwie zupełnie różne osoby! A tu reagują jednak tak samo. W odpowiedzi na
prośbę Jezusa Samarytanka ukazuje Mu swoją nad Nim przewagę, gdyż Jezus nie ma czerpaka,
a ona ma dzban. Ludzkość ma technikę, jest skuteczna... a Jezus nie ma nic. "Daj Mi
się napić". Aby móc przekazać wodę żywą, którą pragnie dać, swą miłość Oblubieńca
(spotkania przy studni są spotkaniamiweselnymi[16]),Chrystus musi uświadomić kobiecie, stworzeniu, że to ona ma żebrać o
Jego miłość. Miłość bowiem może zostać dana tylko temu, kto domaga się miłości[17].
Owo "Daj Mi się napić" odsyła nas do
"Pragnę" Krzyża. To zawołanie jest w pewnym sensie ostatnim spojrzeniem Jezusa
na ludzkość, a fakt, że Jezus przyjmuje napój, jest ostatnim przejawem Jego miłosierdzia
wobec ludzi, którzy we własnym mniemaniu złagodzili Jego cierpienie. Po raz kolejny
Jezus nie odrzuca niezręcznego gestu - z pewnością mężczyźni lub kobiety, którzy
ten gest
wykonali, nie wiedzą, kim jest Jezus (jest On dla nich nieszczęśnikiem, który
straszliwie cierpi) - ale przyjmuje ich gest przez czystą darmowość (jak zawsze zresztą,
kiedy przyjmuje pragnienia i dobrą wolę ludzi), nie otrzymując w zamian żadnej ulgi:
ledwie dotknął tego, co Mu podano, jak umiera składając wszystko w ręce Ojca. Św. Jan to
podkreśla: "A gdy Jezus skosztował octu, rzekł..." Jezus nie czeka na skutek
wywołany przez ocet. Natychmiast, w doskonałym akcie wolności, który
przyspiesza godzinę
Jego śmierci[18],mówi: "Wykonało
się!", po czym "skłoniwszy głowę oddał ducha".
A zatem Chrystus chciał nie tylko uczynić ostatni gest pokory i miłosierdzia wobec
porządnych ludzi, którzy byli przy Nim. Krzyk "Pragnę" ma inne znaczenie,
którego prefiguracją był jęk dziecka na pustyni, ten jęk, na który może odpowiedzieć
tylko Bóg[19].Krzyk ten odsłania podwójną
otchłań serca Jezusa, otchłań Jego miłości do Ojca, a także otchłań Jego miłości do
Maryi.
Jezus w swym ludzkim sercu wyraża pragnienie - najwyższe, krańcowe pragnienie - by
kochać Ojca (w swym ludzkim sercu) nawet ponad ofiarą z własnego życia, ponad (jak już
wspomnieliśmy) dziełem Krzyża. Ponad tym dziełem istnieje wezwanie czystej miłości do
Ojca. W swym ludzkim sercu pragnie miłości Ojca i pragnie miłować Go coraz bardziej...
Jezus pragnie oczywiście zbawienia ludzi, pragnie zbawić ich wszystkich -
"pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy"[20]- i odkupić każdego z nas z osobna, w
sposób osobisty i jedyny. Kiedy jednak wydaje z siebie krzyk pragnienia, jest
"świadom, że już wszystko się dokonało"[21]. Dzieło
zbawienia Odkupiciela zostało zatem spełnione - "wypełniłem
dzieło, które Mi dałeś do wykonania"[22].
Co więcej, o ile Chrystus ofiarował siebie na Krzyżu, aby uwielbić Ojca, a nas zbawić,
to trzeba najpierw zrozumieć, że przede wszystkim chce On uwielbić Ojca - później do
tego wrócimy[23].
Największe dzieło, jakiego człowiek mógł kiedykolwiek dokonać - uwielbić Ojca i zbawić
ludzi - nie jest w stanie wyrazić w sposób współmierny pełni miłości, jaka jest w sercu
Chrystusa, Jego pełni miłości do Ojca i do Maryi. Dzieło Krzyża jest spowite miłością
i
jest owocem miłości, lecz miłość je przerasta. Bowiem pełnia miłości,
jaka jest w sercu
Jezusa, odpowiada Jego pełni łaski[24],która jest niemal nieskończona. Ważne, byśmy to pojęli, jeśli chcemy
odkryć w sposób możliwie najgłębszy intencje Jezusa i otchłań miłości
Jego serca,
"Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość" Jego miłości,
jak mówi św. Paweł[25].
Krzyk pragnienia, jak już mówiliśmy, jest także dla Maryi[26],
i dla Jana, i dla nas. Krzyk ten należy rozważać
łącznie z innym krzykiem: "W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta,
Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: 'Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie -
niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną
z jego
wnętrza'. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem
jeszcze nie był dany"[27].
Krzyk pragnienia ukrzyżowanego Chrystusa jest po to, by rozbudzać w nas coraz większe
pragnienie Jezusa i Jego miłości. Jak zawsze, Jezus jest obecny, aby nas przebudzić,
"urzeczywistnić" w nas (czyli przeprowadzić od potencjalnej możliwości do
realizacji) coś, co w Nim jest doskonale i wiecznie urzeczywistnione, a co w nas musi
być urzeczywistniane coraz bardziej. Jest to jakby ostatnia nauka Chrystusa dla
Maryi,
dla Jana i dla nas. I dlatego Jan nam ją przekazuje. Jan żył krzykiem
pragnienia; i
każdy z nas przyjmuje ten krzyk, zależnie od tego, jaką wartość ma jego miłość,
praktykując swą wiarę. Być może właśnie to jest najpiękniejsze. Jest to wezwanie
skierowane do każdego z nas przez żebraka miłości, wezwanie niezwykle wcielone w ciele
Ukrzyżowanego. Fakt, że krzyk ten przeżywa całe ciało Chrystusa, nadaje mu
"autentyczność", jakbyśmy dzisiaj powiedzieli. I jest to ostatnie wezwanie
Jezusa do ludzkości.
"Aby się wypełniło Pismo", mówi nam św. Jan. Jasne, iż trzymanie się czysto
materialnego znaczenia nie jest wypełnieniem Pisma. Jan podkreśla uroczysty i poważny
charakter tego krzyku mówiąc: "Aby się wypełniło Pismo". Jest to ostatnie
słowo Jezusa i Objawienie kończy się na tym słowie. Z punktu widzenia słów, jest
to ostatnie słowo Jezusa do ludzkości. Jest to ostatnie słowo Jezusa do Jego
Ojca i do
Jego Matki. W tym słowie odkrywamy jakże silny związek Jezusa w Jego ludzkiej duszy z
Ojcem, któremu wyraża tutaj pragnienie kochania i otrzymywania miłości. Kiedy kogoś
kochamy, dajemy mu wszystko, co mamy, aby wszystko otrzymać od niego. W miłości bowiem
ten, kogo kochamy zawsze nas przerasta, wytycza nam cel, a zatem wszystko przyjmujemy od
niego wiedząc, że właśnie to nadaje naszemu życiu cały sens.
W więziach miłości, jakie istnieją między Jezusem i Ojcem, krzyk pragnienia nabiera
oczywiście jedynej i niepowtarzalnej głębi. Ten sam krzyk może jednak zwracać się do
Ojca i do Maryi, i do Jana, i do nas. To ten sam krzyk. I w gruncie rzeczy jedynie
pragnienie miłości tworzy tę jedność. Właśnie tutaj możemy więc odkryć najgłębszą
więź, jaka istnieje między Jezusem i Jego Ojcem, podobnie jak między Jezusem i
Maryją, Jezusem i Janem, Jezusem i nami. Właśnie w tym świetle musimy zrozumieć
tę ostatnią chwilę Objawienia.
Słowo i gest
Nieco dalej czytamy o ranie serca również i
to, że "Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie
złamana. (...) Będą patrzeć na Tego, którego przebili"[28].Istnieje więc paralelizm między krzykiem
"Pragnę" i raną serca, ponieważ zarówno krzyk pragnienia jak rana serca są dla
"wypełnienia Pisma". Jak to zrozumieć? Zwróćmy najpierw uwagę na to, że
istnieje tutaj słowo i gest, tak jak w całym Piśmie zawsze istnieje słowo i gest.
Teologia naukowa św. Tomasza zachowała przede wszystkim słowo, nie biorąc pod uwagę
gestów (podczas gdy św. Augustyn i inni Ojcowie Kościoła byli bardzo wyczuleni na
gesty). Fakt, że teologia naukowa św. Tomasza nie uwzględnia gestów, nie powinno nas
gorszyć, ponieważ jest to teologia, która chce być naukowa, czyli chce posunąć się
możliwie jak najdalej w czytelności, dla nas, nauczania Chrystusa. Teologia naukowa
musi posuwać możliwie jak najdalej ten wysiłek umysłu, by zrozumieć,
czego Chrystus nauczał swym słowem. Ponieważ jednak Bóg jest Światłością i
Miłością, światłość (czyli słowo) nie wystarcza, by wprowadzić nas w pełni w tajemnicę
objawioną, w tajemnicy Trójcy Przenajświętszej i stworzenia; potrzebne jest ponadto
objawienie, które dokonuje się przez gest. Można więc ubolewać nad tym, że po
teologii naukowej św. Tomasza nie rozwinięto teologii, która obejmuje gesty,
"teologii mistycznej". Skoncentrowano się wyłącznie na słowach Pisma,
pozostawiając na marginesie gesty - gdyż, istotnie, nie mówią one o niczym, co wchodzi w
zakres teologii naukowej: są znakami, a w porządku czytelności liczy się tylko
słowo. Słowo łączy się bardziej bezpośrednio z umysłem niż z sercem; oczywiście,
istnieją słowa pełne uczucia, kochające, ale tym, co wyraża miłość, jest przede
wszystkim gest. Gest wiąże się bardziej bezpośrednio z uczuciowością, z miłością, i
można powiedzieć, że ostatnim gestem jest zwykła obecność fizyczna, cielesna.
Warto więc zauważyć, że w zakończeniu Pisma, kiedy Jezus na Krzyżu naucza nas w sposób
ostateczny, istnieją te dwa aspekty, "aby się wypełniło Pismo". Pokazuje nam
to wyraźnie znaczenie gestu, ponieważ wypełnia on Pismo, i znaczenie teologii
mistycznej, która jako jedyna potrafi się posługiwać jednocześnie gestami i słowami
(i związkiem między nimi), ponieważ miłość wyraża się bardziej w gestach niż
w słowach.
Jeśli zaś teologia mistyczna ma nam objawiać tajemnicę Boga Miłości i odsłaniać
tajemnicę Odkupienia w jej ostatecznym znaczeniu, jakim jest miłość, to gest, będący
mową symboliczną, ma w teologii mistycznej wielkie znaczenie. Słowo może być mową bądź
to bezpośrednią, bądź też symboliczną, lecz gest zawsze jest symboliczny. A słowa
Chrystusa, ponieważ są skierowane bezpośrednio ku miłości i ku tajemnicy, są bardzo
często (jak widzieliśmy) rozumiane w sposób materialny. Nie dostrzegamy dostatecznie
wyraźnie aspektu symbolu, tajemnicy, jaki mogą zawierać w sobie te słowa. Aby
wyrazić coś, co całkowicie nas przerasta, Jezus mówi przypowieściami; ludzkie słowo
ma
wówczas znaczenie symboliczne, analogiczne, i koniec końców, aby wyrazić tajemnicę w
tym, co w niej ostateczne, pozostaje już tylko gest.
Rana serca jest ostatnim gestem. Ta rana, rana boku, która sięga serca i pozwala
wypłynąć ostatnim kroplom wody i wina, jest gestem symbolizującym dla nas całe
pragnienie serca Chrystusa. Innymi słowy, tak jak krzyk "Pragnę" wyraża
przemożne pragnienie serca Chrystusa, przemożne pragnienie miłości, tak rana serca
wyraża symbolicznie Bożą miłość w tym, co w niej najbardziej substancjalne i najbardziej
osobiste, miłość, która w Bogu jest wszystkim. Ten gest wprowadza nas w otchłań miłości
Jezusa do Ojca i do nas[29];także i tutaj
ten sam gest łączy nas z Ojcem i z Maryją.
Gest żołnierza nie jest nakazany, to gest czysto darmowy. Zaskoczony tak nagłą
śmiercią Chrystusa żołnierz nie wie zbytnio, co robić. W odniesieniu do dwóch ludzi
ukrzyżowanych razem z Jezusem okazuje posłuszeństwo otrzymanemu rozkazowi. Połamanie nóg
ukrzyżowanym, aby przyspieszyć ich śmierć z powodu nadchodzącego szabatu[30],było "normalne". Tutaj jednak,
skoro żołnierze stwierdzają, że Jezus już umarł (stwierdza to kilku jednocześnie), gest
uczyniony przez jednego z nich jest zupełnie nienormalny i niepotrzebny. Po ludzku rzecz
biorąc, ten gest oburza: do martwego ciała trzeba odnosić się z szacunkiem!
okazujemy szacunek komuś, kto nie stawia już żadnego oporu, gdyż umarł. Ten gest
żołnierza już nie jest ludzki, gdyż zostaje uczyniony przypadkowo i nie niesie w
sobie żadnej intencji - intencji żołnierz już nie wie, co ma robić. Ten gest jest
ostatecznym upokorzeniem ukrzyżowanego Chrystusa. "Uniżył samego siebie (...).
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył"[31]. Apokalipsa
przedstawi nam zabitego Baranka oświecającego całe Jeruzalem
niebiańskie[32].Ta właśnie rana będzie
najważniejszym miejscem w uwielbieniu ciała Chrystusa. Właśnie tutaj uwielbienie ciała
Chrystusa osiągnie pełnię, osiągnie szczyt. Wspaniałość uwielbionego ciała Jezusa, która
wyraża wielkie zwycięstwo miłości, pochodzi z rany Jego serca. W istocie zwycięstwo
miłości zostaje nam dane w sposób ostateczny poprzez objawienie Jego zranionego serca,
ponieważ aby nas zbawić posunął się aż do akceptacji tego skrajnego
upokorzenia, zgodził
się okazać swą miłość w sposób ostateczny w największym ubóstwie, w największym
ogołoceniu. Jest to dla nas bardzo ważne. W istocie, jeśli to Baranek "jakby
zabity" oświeca całe Jeruzalem niebiańskie i jeśli łaska jest "nasieniem
chwały"[33],to Jeruzalem niebiańskie już jest
w nas. Zranione serce Chrystusa jest dla nas zatem najlepszym miejscem
kontemplacji Chrystusa.
[1] Zob. I, s. .
[2] Por. Pwp 21, 23, powtórzone przez św. Pawła: "Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie" (Ga 3, 13).
[3] Ps 72, 22, według Wulgaty.
[4] Por. Ps 69, 22 i 22, 16.
[5] J 19, 30. "Duch" (τo
πvευμα), o którym mówi tutaj Jan, to dusza Jezusa.
Niektórzy to interpretują twierdząc, że chodzi o Ducha Świętego, ale nie widać
wyraźnie, co by to miało oznaczać, gdyż Duch Święty pozostaje obecny zarazem w duszy
Jezusa i w Jego ciele; jedno i drugie pozostaje "świątynią Ducha Świętego".
Jezus oddaje swą duszę Ojcu, zaś Jego martwe ciało pozostaje na Krzyż.
[6] Zob. niżej, s. ; IV, s. ; VIII, s. i
przypis 10; X, s. ... Jeśli Jezus wyprzedza śmierć ofiarowując się dobrowolnie Ojcu
w całopalnej ofierze miłości, to także przez miłosierdzie wobec ludzi, aby im
pokazać, że przekracza konsekwencje ich brutalności, ich okrucieństwa. Nie umiera
bezpośrednio z ich przyczyny, a zatem nie zabili Go (nawet jeśli zrobili wszystko,
aby Go zabić). Umiera, a raczej "oddaje" swe cielesne życie, swą duszę
(φυχή: por. II, przypis 24), aby uwielbić Ojca, a nas
zbawić.
[7] Zob. Mt 27, 34 i 48; por. Ps 69, 22; Mk 15, 36.
[8] J 19, 29.
[9] J 19, 30.
[10] Mt 27, 34.
[11] Mt 27, 48.
[12] Mk 15, 36.
[13] J 2, 19-21.
[14] J 3, 3.
[15] J 4, 10.
[16] Por. Rdz 24, 10 nn. i 42-49 (Rebeka
i sługa Abrahama) oraz 29, 1-13 (Jakub i Rachela).
[17] Por. J 10, 17-18: "Dlatego
miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi
go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów
odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca."
[18] Por. J 10, 17-18:
"Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, abym je [potem] znów
odzyskał. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i
mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca."
[19] Zob. Rdz 21, 14-19.
[20] 1 Tm 2, 4.
[21] J 19, 28.
[22] J 17, 4.
[23] Zob. IV, s. .
[24] Por. J 1, 14. W porządku bytu
bytu łaska uświęcająca Chrystusa nie jest nieskończona, gdyż została przyjęta
w duszy Chrystusa, zaś dusza ta, będąc stworzona, ma ograniczoną zdolność. Jeśli
jednak spojrzymy na naturę łaski - ratio ratio łaski, jakby powiedzieli teologowie,
czyli to, co stanowi łaskę jako taką - w tym sensie łaska Chrystusa nie jest
ograniczona, bowiem Chrystus posiada wszystko, co może należeć do ratio ratio
łaski. W Nim w sposób niepowtarzalny spełnia się całe bogactwo łaski, osiąga szczyt,
niezrównaną doskonałość, i to nieskończenie rozlegle, w sposób bezkresny. Komentując
J 1, 14, św. Tomasz zauważa: "'[Bóg] z niezmierzonej obfitości udziela [mu]
Ducha' (J 3, 34), podczas gdy wszystkim stworzeniom obdarzonym umysłem, zarówno
aniołom jak ludziom, udzielił go w ograniczonym stopniu" (Comm. sur saint
Jean, I, nr 189). Właśnie ta pełnia łaski Chrystusa sprawia, że jest On
"Głową Ciała - Kościoła" (Kol 1, 18; por. Ef 1, 22; 4, 15; 5, 23).
[25] Ef 3, 18.
[26] Można nawet powiedzieć, że w pewien
sposób przede wszystkim jest on dla Maryi. W dalszym toku rozważań wrócimy do tego
zagadnienia (VII, s. nn.).
[27] J 7, 37-39.
[28] J 19, 36-37.
[29] Znamy pytanie, jakie św. Katarzyna
ze Sieny zadaje Chrystusowi: "'Słodki, niepokalany Baranku, byłeś umarły, gdy
otworzono twój bok, czemu więc zechciałeś, aby serce twe zostało tak zranione i
otwarte?' On rzekł (...): Pragnienie moje dotyczące rodzaju ludzkiego było
nieskończone, a obecny akt cierpienia i udręczeń był skończony. Więc przez
cierpienie, rzecz skończoną, nie mogłem wam pokazać, jak bardzo was kocham, ponieważ
miłość moja była nieskończona. Oto dlaczego postanowiłem objawić wam tajemnicę
serca, otwierając je przed wami, abyście ujrzeli, że kochało was więcej, niż to
można okazać przez cierpienie skończone. Wylewając krew i wodę ukazałem wam święty
chrzest z wody, który otrzymujecie poprzez moc krwi" (Dialog o Bożej
Opatrzności czyli księga boskiej nauki, "W drodze", Poznań 1987, s.
128, tłum. Leopold Staff).
[30] J 19, 31-32.
[31] Flp 2, 7-9.
[32] Por. Ap 21, 23.
[33] Por. 1 P 1, 23.