wspólnota czytelnia
ludzie strona główna
wydarzenia adresy
linki
problem osoby w sercu miłości
pragnę tajemnica ojca tomasz
doktor list do przyjaciela wprowadzenie do
arystotelesa człowiek wobec śmierci powołani do miłości o
wspólnocie o
adoracji o
marcie robin
M.-D. Philippe, Pragnę (fragment)
III. Krzyk i rana c.d.
Oto teologiczna podstawa kultu Najświętszego Serca.
Ogólnie mówi się o "nabożeństwie" do Najświętszego Serca; to
dobrze, ale trzeba pójść dalej. W świetle mądrości Krzyża trzeba
kontemplować ranę serca Chrystusa. Św. Jan nas do tego zaprasza, gdyż mówi,
że tutaj jest świadkiem i jego świadectwo jest prawdziwe, i że jest świadkiem
po to, abyśmy i my uwierzyli
[1]. Św. Jan prosi nas więc,
byśmy w bardzo szczególny sposób patrzyli na ranę serca Jezusa. Musimy być
na to uważni. Nie należy pozostawać w postawie pobożności. Pobożność
jest czymś bardzo dobrym. Nie należy jej usuwać, ale trzeba iść dalej.
Musimy kontemplować ranę serca
Chrystusa. Aby zaś ją kontemplować, potrzebne jest światło mądrości
(czyli teologii mistycznej), i dlatego trzeba wracać do tekstu objawionego. Na
tym polega cała różnica między pobożnością a kontemplacją. Pobożność
opiera się na naszym sposobie widzenia spraw; to bardzo subiektywne, to
pochodzi od nas. Dowód? przejawy pobożności w Hiszpanii nie są takie same
jak u Paryżanina. Pobożność wynika z cnoty religii, ale pozostaje bardzo związana
z naszą wrażliwością. Kontemplacja natomiast wymaga spojrzenia
teologicznego, które z kolei opiera się na wierze. Kontemplować to zagłębiać
się w tajemnicę wiary; to żyć obecnością bez światła. Światła, jakie
możemy mieć, są zewnętrzne wobec kontemplacji. Kontemplacja to substancjalny
aspekt wiary przeżywany w pełni. W ten sposób kontemplacja na ziemi zawsze
jest przeżywana w ubóstwie i w ciemności wiary. W miłości, lecz w ciemności
wiary. Jest to trudne dla naszego umysłu i trudne dla naszej wrażliwości.
Dlatego zamiast cieszyć się zaufaniem, jakie Bóg nam okazuje, i czystym przyjęciem
wiary, kiedy przekraczamy wszystko, co stworzone, aby "nie mieć już nic
prócz Boga"[2], tak łatwo zamykamy się
w sobie i "nadrabiamy": albo pobożnością w sferze tego, co się wiąże
z wrażliwością, albo medytacją małego rezonera, który w nas tkwi, chętnie
upodabnia i rezonuje. Największa szlachetność naszego umysłu polega na
kontemplacji (choćby i w ciemności wiary), a nie na rozumowaniu. Spojrzenie
teologiczne, które wchodzi w zakres umysłu, a nie rozumu, wypływa z wiary i
opiera się na słowie Boga lub na gestach Boga.
Musimy zatem kontemplować ranę serca Chrystusa. Św.
Teresa od Jezusa ostrzega swe siostry przed taką kontemplacją, która
idealizowałaby siebie zapominając o świętym człowieczeństwie Chrystusa[3]
Nasza kontemplacja chrześcijańska nie może wychodzić poza święte człowieczeństwo
Chrystusa, a więc nie może pomijać gestów Chrystusa. Są one częścią
naszej kontemplacji, a wśród nich znajduje się ten ostatni gest, który ma
jedyne i niepowtarzalne znaczenie. Mówi nam o tym św. Jan.
Spróbujmy zrozumieć choć trochę znaczenie tego
gestu. Ikonografia chrześcijańska, malarstwo chrześcijańskie wciąż jest
jakby zafascynowane ciosem włócznią. Wyjdźmy poza ten wymiar i postarajmy się
zrozumieć ten gest w wierze. Jak już powiedzieliśmy, ten gest nie powinien był
zostać uczyniony, z szacunku dla Chrystusa. W ranie serca przejawia się najwyższe
upokorzenie, najwyższe ubóstwo Chrystusa. Jest to krańcowe ubóstwo Tego, który
przelewa ostatnie krople wody i wina. Jest to jedyna rana śmiertelna, pozwala
nam ona zrozumieć stan Chrystusa jako ofiary. To bardzo ważne. Stwierdzenie, iż
jest to jedyna rana śmiertelna oznacza bowiem, że rana ta jest
"substancjalna". Gdyby Jezus jeszcze żył, to umarłby z powodu tej
rany. Ofiarował wszystko i dał wszystko, a oto najwyższy stan ofiary następuje
już po tym, jak Chrystus ofiarował wszystko. Zwróćmy uwagę na tę kolejność,
którą podkreśla św. Jan, aby zrozumieć, że Jezus ofiarował swe życie
dobrowolnie. Z punktu widzenia krzyku "Pragnę" ofiarował On swe życie
w całkowitej wolności, w najbardziej wolnym akcie całego swego życia.
Ostatnim doświadczeniem miłości w duszy Chrystusa jest ofiara złożona z własnego
życia dla Ojca, dla Maryi, dla Jana i dla każdego z nas. Nie zapominajmy
jednak o tym, że martwe ciało Chrystusa jest martwym ciałem Boga, gdyż
"trwa" w Słowie. Nie należy o tym zapominać dzisiaj, kiedy niektórzy
teologowie zapominają o tym albo temu przeczą, podczas gdy cała Tradycja to
utrzymuje. Mówiąc o tajemnicy Wcielenia i Odkupienia św. Tomasz ukazuje, jak
śmierć Jezusa, oddzielenie duszy od ciała, jest "niesiona" przez Słowo
Boże i w Słowie Bożym. Śmierć ta dokonuje się w Słowie, gdyż oddzielona
dusza Jezusa trwa w Słowie, a martwe ciało także trwa w Słowie[4].
Abyśmy mogli zrozumieć, że Jezus jest ofiarą
doskonałą, potrzebny był więc cios włócznią, ta śmiertelna rana, która
dokonuje się w Słowie Bożym. Jest to najgwałtowniejsza rana, jaka może
istnieć. Im bardziej jesteśmy podatni na zranienie, tym większe rozmiary
przybiera zadana przemoc; można powiedzieć, że w przypadku martwego ciała
podatność na zranienie jest substancjalna; człowiek żywy zawsze się broni,
a ponieważ się broni, nie znajduje się w tej całkowitej bierności martwego
ciała. W porządku Bożej mądrości wszystko ma swój sens i znaczenie! Każdy
szczegół tego symbolicznego gestu ma więc pomagać nam wchodzić coraz głębiej
w serce Chrystusa, w Jego miłość do Ojca i do nas. Dlatego powinniśmy poddać
teologicznej analizie znaczenie tej rany i wszystkie poszczególne aspekty tej
rany. Jest to testament przekazany Maryi, i dlatego Jan broni go z taką mocą,
mówiąc, że jest świadkiem. Gwałtowność tego gestu jest zatem najwyższa,
chodzi bowiem o ranę śmiertelną, substancjalną. A jednocześnie istnieją te
ostatnie krople wody i krwi, aby pokazać, że rana, która dosięga martwego
ciała Chrystusa, dosięga martwego ciała, które jest narzędziem Ojca. Przez
ranę serca to narzędzie trwa w stanie ostatecznej ofiary, to narzędzie nadal
krwawi i płacze. Dlatego św. Augustyn mówi, że na podstawie tej rany serca
Jezusa powinniśmy zrozumieć wszystkie sakramenty[5].
W teologii mistycznej kryje się tutaj coś o zasadniczym znaczeniu. Teologia
mistyczna sakramentów powstaje w świetle rany serca Jezusa. Nie może powstawać
inaczej, gdyż rana ta stanowi źródło wszystkich sakramentów. Jakże Ojciec
mógłby być obojętny na ranę serca Jezusa? Nie może być obojętny, gdyż
jest to ostatnia chwila stanu ofiary, w jakim znajduje się Jezus, aby uwielbić
Ojca. Ta rana wielbi Ojca tak, jak krzyk "Pragnę". Wielbi Ojca, gdyż
ukazuje, że miłość Boża odnosi zwycięstwo nad śmiercią. Następuje po śmierci.
I martwe ciało Jezusa, zranione w ten ostateczny sposób, uwielbia Ojca, gdy
zostaje całkowicie oddane Ojcu za pośrednictwem Maryi. Istotnie, ponieważ
dusza już nie jest obecna w martwym ciele Jezusa, Chrystus już nie może
sprawować swego kapłaństwa po to, by złożyć w ofierze ranę własnego
serca. To Maryja, świadek, ofiarowuje Ojcu ranę serca, w łasce swego królewskiego
kapłaństwa[6].
Oto ostateczna współpraca między Jezusem i Maryją, współpraca na poziomie
ofiary, Baranka i współpraca na poziomie kapłaństwa. Martwe ciało Chrystusa
zostaje oddane Maryi, gdyż tylko Ona jedna może godnie przyjąć to martwe ciało
i ranę serca. Maryja jako jedyna może je przyjąć prawdziwie godnie, gdyż
trzeba trwać w doskonałej harmonii z sercem Jezusa, aby móc ofiarować je
Ojcu, w całkowitym ubóstwie, w całkowitym ogołoceniu.
Duch daje świadectwo
Gest ciosu włócznią, ten ostatni gest, który
odpowiada na krzyk "Pragnę" i otwiera przed nami tajemnicę rany
serca uświadamia nam, że "Trzej bowiem dają świadectwo: Duch, woda i
krew"[7].
Co tutaj oznacza: "Duch daje świadectwo"?
Dlaczego św. Jan (ten, który daje świadectwo o ranie serca) stwierdza w swym
Pierwszym Liście, że wraz z wodą i krwią Duch daje świadectwo? Teologia
mistyczna może i powinna stawiać sobie pytanie: czyż to nie przez ranę serca
i przez ostatnie krople wody i krwi, jakie z niej wypływają, Duch Święty
zostaje dany Maryi? I czyż nie owo pierwsze Zesłanie Ducha Świętego miłości[8],
tak wewnętrzne, tak ukryte, tak tajemnicze, daje Maryi boską siłę, która
Jej pozwala trwać na stojąco i pozwala Jej przeżyć tajemnicę Grobu, przeżyć
wielkie milczenie Grobu w nadziei Zmartwychwstania? Kryje się w tym coś, co można
jedynie sugerować, i to z drżeniem. Mowę gestów mogą zrozumieć jedynie
przyjaciele; obcy, patrzący z zewnątrz, nie rozumieją jej lub błędnie ją
interpretują. Niektóre gesty, interpretowane przez ludzi niezbyt życzliwych,
natychmiast stają się karykaturą; przyjaciele natomiast, którzy przyjmują
gesty z wielką miłością, pojmują ukryte powiązania.
Jedynie Maryja może przyjąć ten ostatni gest i
przyjąć ostatnie krople wody i krwi. Są dla Niej. Czyż nie z tego powodu
synoptycy o tym nie wspominają? Przytacza to tylko Jan, a Maryja mówi za pośrednictwem
Jana.
Czyż nie kryje się tu wielka tajemnica? i czyż to
nie dzięki Maryi i przez Maryję Jan staje się świadkiem ciosu włócznią?
Staje się jego świadkiem jako jedyny spośród apostołów, również jako
jedyny mówi o krzyku pragnienia. Czyż nie można powiedzieć, że pierwszą
nauką, jakiej Maryja udziela Janowi jest sprawienie, że staje się on świadkiem
ciosu włócznią i tym, który zachowuje ostatnie słowo Jezusa do ludzi:
"Pragnę"?
To ostatnie słowo zostaje bardzo głęboko wyryte w
sercu Maryi; a poprzez ostatni gest, ten bierny gest, gest, w którym Jezus trwa
w największej bierności (bierności martwego ciała), Maryja zostaje zraniona.
Zostaje zraniona ciosem włócznią. Jak się wydaje, wskazuje nam na to
proroctwo starca Symeona: "A Twoją duszę miecz przeniknie"[9].
Jakże Maryja, stojąc u stóp Krzyża i przeżywając z taką mocą miłości
tajemnicę Krzyża, mogłaby nie zostać zraniona w najtajniejszej głębi swego
serca ciosem włócznią? Aby móc przyjąć zranione serce Jezusa, także i Jej
własne serce musi zostać zranione. I Maryja pozwala Janowi pojąć znaczenie
tego krzyku pragnienia i tego gestu.
Musimy prosić Maryję Pannę, aby pomogła nam to
zrozumieć; jakże wielką rzeczą jest wejście w najtajniejszą głębię
serca Jezusa w Jego pragnieniu; w tym pragnieniu, które jest Jego ostatnią
nauką! Pragnienie to niezaspokojone łaknienie; pragnienie to wezwanie, to miłość,
która (używając języka filozofii) pozostaje w "intencjonalności"[10].
Jezus pokazuje, że ponad dziełem, będącym rzeczywistością namacalną,
istnieje pragnienie. Właśnie dlatego Katarzyna Sieneńska mówi, że na ziemi
największe nie jest dokonanie, lecz łaknienie, pragnienie[11].
A łaknienie, pragnienie to "intencja życia"[12]
w jej najgłębszym wymiarze. Właśnie na to patrzy najpierw Ojciec w swym umiłowanym
Synu. Przyjmuje krzyk "Pragnę", wezwanie; przez to wezwanie Ojciec
widzi całe życie Jezusa i widzi Jego całopalną ofiarę miłości. Bóg
patrzy bardziej na intencje niż na skutki, dokonania[13].
Bóg patrzy przede wszystkim na intencje, patrzy przede wszystkim na pragnienia
w ich czystej intencjonalności.
Pozwala na to odkryć najgłębszy wymiar miłości
ojcowskiej. Ojciec nie jest sędzią. Sędzia patrzy na fakty, i dlatego może tak poważnie się pomylić, gdyż nie patrzy
na fakty w ich intencji; patrzy na nie
w ich brutalności. Mówi: "Nie zapłacił pan, musi pan zapłacić!"
Nie mówi: "Dlaczego pan nie zapłacił?" Nie! "Nie zapłacił
pan, musi pan zapłacić!" Tak to jest. Sędzia patrzy na fakty z zewnątrz,
w ich brutalności, w ich rozmiarach. Ojciec natomiast patrzy od wewnątrz, jest
wyczulony na intencje, na pragnienia, i w tym świetle rozumie wszystko inne.
Dlatego krzyk pragnienia jest tak ważny: pozwala nam zrozumieć spojrzenie Ojca
na Jezusa, pomaga nam odkryć głębię serca Chrystusa pod spojrzeniem Ojca i
dostrzec, że Ojca, jako Ojca, nawet Krzyż zajmuje jedynie poprzez to
pragnienie. Zwróćmy uwagę: dopiero wydawszy krzyk "Pragnę" Jezus
może powiedzieć, że składa wszystko w
ręce Ojca. Dopiero wówczas wszystko się wykonało.
Kontemplując w swej wierze spojrzenie Ojca na
Jezusa, Maryja pod tchnieniem Ducha Świętego sama patrzy na Jezusa w ten sposób.
Siła, jaką Jej daje Duch Święty sprawia, że patrzy Ona na Jezusa tak jak
Ojciec. I czyż Maryja nie uczy także i nas patrzeć na Jezusa tak, jak patrzy
na Niego Ojciec, i przyjmować Jego krzyk pragnienia tak, jak Ona go przyjęła,
aby odkryć jakże głębokie pragnienie serca umiłowanego Syna, wypełniającego
dzieło Ojca? Kiedy sługa wykona dzieło, jakiego od niego zażądano,
pokazuje, że dzieło odpowiada rozkazowi, jaki otrzymał. Kiedy umiłowany Syn
spełnił pragnienie swego Ojca, to chcąc być posłuszny bezinteresownie,
przez czystą miłość, nie poprzestaje na pokazaniu Ojcu, że wykonane przezeń
dzieło świadczy o tym, że Go kocha. Oczywiście, dzieło jest tego dowodem:
"Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania"[14].
Posłuszeństwo świadczy o tym, że kochamy, gdybyśmy bowiem nie kochali, nie
bylibyśmy posłuszni; ilekroć kochamy, a zapomnimy o posłuszeństwie czy
nawet nie chcemy być posłuszni, to świadczy o tym, że intensywność miłości
nie jest dość mocna, dość obecna. Umiłowany Syn nie poprzestaje jednak na
posłuszeństwie. Kiedy wypełnia dzieło Ojca, wypełnia bardziej pragnienie
Ojca niż rozkaz. I wypełnia wszystko mówiąc Ojcu, że dzieło to nie wyraża
całej miłości, jaką do Niego żywi, gdyż w Jego sercu kryje się otchłań
miłości do Ojca. I właśnie w ten sposób w krzyku pragnienia uwielbia Ojca w
sposób ostateczny.
W obliczu Krzyża nie bądźmy pozytywistami. Jest to
dzieło całe będące miłością; można je pojąć jedynie w bardzo czystej
miłości, w miłości, która ogarnia wszystko; a my możemy je pojąć poprzez
pragnienie, gdyż nasza miłość w
swym najgłębszym wymiarze może być jedynie pragnieniem kochania Ojca jak to
tylko możliwe, "do końca"[15].
A to, co jest prawdą w odniesieniu do Ojca, jest prawdą w odniesieniu do
Maryi, dla Jezusa. Maryja o nic nie prosiła... a jednak w Kanie poprosiła o
wino. I prośba Maryi - "Nie mają już wina"[16]
- jest obecna w sercu Jezusa na Krzyżu, gdyż w Kanie Jezus jakby zadrżał:
"Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?"[17].
Godziną Jezusa jest godzina Krzyża[18].
Przez swą krew Jezus jest źródłem nowego życia i nowej miłości. A
prawdziwą odpowiedzią daną Maryi, na Jej prośbę w Kanie, jest właśnie
krzyk "Pragnę". Jezus pokazuje, że kocha ten lud, który kocha
Maryja, że go kocha jeszcze bardziej niż Maryja, że za niego umiera, i że
umiera za niego w wielkim pragnieniu miłości. Nigdy nie należy zapominać o
nauce, jaką nam daje Maryja. I trzeba wraz z Janem zrozumieć znaczenie ciosu włócznią
i rany serca Chrystusa, gdyż w porządku miłości ten gest ma charakter
ostateczny. Porównajmy początek Księgi Rodzaju z zakończeniem Ewangelii
Jana: "’Niechaj się stanie światłość!’ I stała się światłość"[19].
To jest słowo, gest przyjdzie potem. I wszystko zostaje wypełnione, nie w słowie,
ale w geście, aby nam uświadomić, że każde słowo musi się wypełnić w geście,
gdyż każde słowo Boga jest źródłem miłości - Verbum spirans amorem[20].
I właśnie poprzez ten gest, będący ostatnim
objawieniem, musimy zrozumieć całe Pismo. Czyż nie to właśnie uświadamia
nam Maryja? Dar z Maryi uczyniony Janowi pozwala nam interpretować Pismo w sposób
całkowicie boski, pod działaniem daru rozumu (w odniesieniu do słów) i daru
mądrości (w odniesieniu do gestów).
[1] J 19, 35.
[2] Jak mówi św. Jan od Krzyża, przywiązanie do łask zmysłowych, do
wszelkich własnych odczuć, "jest tylko szukaniem siebie w Bogu i
sprzeciwia się całkowicie prawdziwej miłości" (Droga
na Górę Karmel, II, 7, w Dzień
św. Jana od Krzyża, Wydawnictwo OO. Karmelitów Bosych, Kraków 1961,
tom I, s. 150, tłum. o. Bernard od Matki Bożej). "Jeśli bowiem dusza
będzie sobie podobała w słodyczach pobożności zmysłowej, nigdy nie
dojdzie do mocy duchowej rozkoszy. Ta bowiem ma swe źródło w ogołoceniu
duchowym" (tamże, III, 40, wyd. cyt., s. 409).
[3] Zob. przede wszystkim Księgę życia
św. Teresy, rozdział 11, i Twierdza
wewnętrzna, Mieszkanie szóste,
7.
[4] Zob. S. th., IIIa, qu. 50, a. 2
i 3. Tajemnica śmierci Chrystusa jest wpisana w tajemnicę Słowa, która
obejmuje ciało, obejmuje naturę ludzką we wszystkich jej stanach, nawet w
tym ostatecznym stanie rozdziału duszy i ciała.
[5] Zob. Homilie o Ewangelii św. Jana, IX, 10 (Bibl. augustinienne 71, s.
531): "Adam śpi, aby mogła zostać ukształtowana Ewa; Chrystus
umiera, aby został ukształtowany Kościół. Podczas snu Adama Ewa zostaje
utworzona z jego żebra; po śmierci Chrystusa Jego bok zostaje przebity włócznią,
aby wytrysnęły sakramenty, z których zostanie utworzony Kościół. Św.
Augustyn wielokrotnie podejmuje ten wątek (zob. dz.
cyt., s. 904, przypis 69), który po raz pierwszy napotykamy u
Tertuliana (De anima, rozdz. 43;
PL, 2, kol. 723 B; zob. też rozdz. 11, kol. 665 A), a potem u św. Hilarego
(Traité des mystères, I, 3; Sources chrétiennes 19 bis
[1947], s. 77-81).
[6] Komplementarność kapłaństwa Maryi wobec kapłaństwa Jezusa, dopełnienie
ofiary kapłańskiej i stanu ofiary Chrystusa w sercu Niewiasty, Maryi,
pozwala nam zrozumieć, czym jest "królewskie kapłaństwo
wiernych" (zob. Lumen gentium § 10, 31, 34; Presbyterorum
ordinis, § 2; Apostolicam
actuositatem, § 2 i 3). Kapłaństwo jest owym pośrednictwem miłości,
które sprawuje każdy chrześcijanin, z samego faktu, iż jest chrześcijaninem.
Łaska chrześcijańska, łaska uświęcająca, owoc ofiary Krzyża, łączy
chrześcijanina z jego Odkupicielem i wzywa go do życia miłością do Ojca
(co oznacza adorację) i miłością do swych braci tak
samo, jak Jezus przeżywał je na Krzyżu. Kapłaństwo urzędowe jest w
swej istocie służbą Eucharystii (i innych sakramentów, ale przede
wszystkim Eucharystii); jest więc całkowicie przyporządkowane wzrastaniu
łaski uświęcającej, czyli królewskiemu kapłaństwu wiernych. Zaś królewskie
kapłaństwo pozwala chrześcijaninowi przeżywać pośredniczenie miłości
w miłości braterskiej.
[7] 1 J 5, 7-8.
[8] Zob. VIII, s. nn.
[9] Łk 2, 35.
[10] Intencjonalność to względny sposób istnienia mający swą własną
determinację, ale całkowicie zależny od rzeczywistości. To rozróżnienie
"intencjonalności" i rzeczywistości ukazuje dystans, jaki
istnieje między bytem a życiem w każdej żywej rzeczywistości, jakiej możemy doświadczyć.
Istota żywa z racji swego życia
potrafi wyprzedzać swą doskonałość istoty żywej (doskonałość, w której
rozróżnienie między życiem i bytem zostanie jakby roztopione).
Intencjonalność wyraża to wyprzedzenie. Pojawia się ono na wszystkich
poziomach naszego życia. Tak więc płód jest wyprzedzeniem doskonale
zdeterminowanej istoty żywej, jest intencjonalnie
osobą ludzką. Na poziomie aktywności etycznej intencja jest jakby
wyprzedzeniem, w akcie woli, zjednoczenia człowieka z jego celem. W życiu
umysłowym "forma intencjonalna" jest bezpośrednim wyprzedzeniem
przyjęcia przez umysł istniejącej rzeczywistości, itd. (zob. Lettre
à un ami, s. 70).
Istnieje
niebezpieczeństwo zatrzymania się na intencjonalności, którą w pewien
sposób posiadamy, podczas gdy istniejąca rzeczywistość zawsze nas
przerasta tym, czym jest. Można
się zamknąć w immanencji operacji życiowej (w pragnieniu - które staje
się wówczas niezdecydowane - w wyobraźni, w rozumowaniu, w tym, co
nazywamy "przeżyciem" miłości czy poznania). Ponieważ jednak
intencjonalność jest w swej istocie przyporządkowana rzeczywistości, to
zamknięcie na sobie jest błędne. Oto ograniczenie intencjonalności. Jej
wielkość polega na tym, że otwiera ona nieskończenie naszą zdolność
poznawania i kochania.
[11] Zob. zwłaszcza Dialog, rozdział
11: wszystkie ludzkie działania są skończone; jak mówi Ten, który jest
"Prawdą wieczną", "A Ja, który jestem nieskończony, żądam
czynów nieskończonych, to jest nieskończonej miłości" (dz.
cyt., s. 37-38). "Widzisz, jakie obowiązki względem bliźniego
nakłada na duszę, która pragnie łaski. Winna kochać Mnie miłością
nieskończoną" (tamże, s.
39). Nawet cierpienie Chrystusa, dzieło Krzyża, jest skończone,
ograniczone. Stąd krzyk pragnienia i rana serca: zob. wyżej, przypis 29.
[12] Wszelka aktywność moralna zakłada w punkcie wyjścia miłość duchową
do jakiegoś dobra osobistego. Ta pierwsza, bardzo ukryta miłość, która
jednak ogarnia serce człowieka w tym, co najgłębsze (w jego woli), wymaga
samookreślenia w intencji moralnej i rozwinie się w miłości przyjaciół.
Jedynie mój umysł może odkryć w dobru,
które przyciąga, cel, który
ukierunkuje całe moje życie na rzeczywistość kochaną (celem jest to,
dla czego spełniamy wszystkie nasze czynności). Intencja moralna jest tym
spojrzeniem umysłu w miłości, które uznając cel, pozwala mi uporządkować
i zjednoczyć całe moje życie w tym świetle. Jest zatem wyprzedzeniem, w
akcie woli, zjednoczenia człowieka z jego celem.
[13] Widzimy to wyraźnie, kiedy Samuel szuka króla, kierowany przez Ducha Bożego.
Przedstawiają mu starszych, zachwalając ich wyczyny, ich inteligencję -
ale nie o to chodzi. Wybrany zostaje najmniejszy, ostatni, nieobecny, gdyż
się o nim nie mówi (1 Sm 16, 6-12).
[14] J 14, 15.
[15] Por. J 13, 1.
[16] J 2, 3.
[17] J 2, 4. Zob. V, s. .
[18] J 12, 23; 12, 27; 13, 1; 17, 1.
[19] Rdz 1, 3.
[20] Zob. II, s. , przypis 56.