wspólnota czytelnia
ludzie strona główna
wydarzenia adresy
linki
problem osoby w sercu miłości tajemnica ojca tomasz
doktor list do przyjaciela wprowadzenie do
arystotelesa człowiek wobec śmierci powołani do miłości o
wspólnocie o
adoracji o
marcie robin
M.-D. Philippe, Problem osoby jako szczyt filozofii pierwszej (fragment)
[1] [2]
Autonomia - pierwszy wymiar osoby
W „ja jestem” ujmuję, że mój byt implikuje radykalną autonomię; jestem radykalnie autonomiczny. Owszem, filozof będzie musiał postawić pytanie czy ta radykalna autonomia jest absolutna, czy może jest jakiś byt, który jest jej podstawą [la fonde]? Najpierw jednak muszę mieć doświadczenie owego „ja jestem” dzięki czemu doświadczę mojej autonomii w porządku bytu (jako jedyny bowiem mogę odkryć „ja jestem”).
Doświadczenie mojego „ja jestem” pozwoli mi uchwycić moją autonomię w porządku tego-co-jest, właśnie dlatego, że „ja jestem” implikuje substancję. Przez „ja jestem” mam więc konkretne doświadczenie substancji, zasady właściwej tego-co-jest według formy. W „ja jestem” dotykam niejako intelektualnie mojej substancji - oczywiście nie jako zasady właściwej tego-co-jest o ile jest, lecz we właściwej dla niej modalności istnienia [dans sa modalité propre d’exister], jej pwV. Właściwością substancji jest subzystować, istnieć per se [exister par elle-même]. Dotykam więc tutaj mojego substancjalnego istnienia, które ma swoją autonomię, które jest źródłem wszystkich innych determinacji mojego jednostkowego bytu. Trzeba zrozumieć, że formalnie to doświadczenie nie jest doświadczeniem mojej duszy. Doświadczenie mojej duszy jest czymś innym niż doświadczenie mojego „ja jestem”. Trzeba to dobrze rozróżnić: o ile mogę mówić o doświadczeniu afektywnym obecności mojej duszy duchowej, to doświadczenie mojego „ja jestem”, mojego istnienia, jest metafizyczne.
Poszukiwanie prawdy - struktura i szlachetność osoby
„Ja jestem” implikuje następnie zdolność do poszukiwania prawdy. „Ja jestem poszukujący prawdy” i odkrywający przez to strukturę mojej osoby jako ducha. W „ja jestem” poszukiwanie prawdy może przybrać bardzo różne modalności. Lecz „ja jestem poszukujący prawdy”, które w pewien sposób finalizuje mojego ducha, implikuje przede wszystkim poszukiwanie filozofii pierwszej, dotyczące istniejącej rzeczywistości. Odkrywam w sobie owe dążenie do prawdy, radykalne pragnienie prawdy. Pragnienie prawdy jest istotną częścią mojej osoby. Osobie ludzkiej, która nie szuka prawdy, czegoś brakuje. Jest to podstawowy brak, który ma liczne konsekwencje. Człowiek, który umyślnie [délibérément] nie poszukuje prawdy, pozostaje osobą niedoskonałą, gdyż prawda jest dobrem mojego umysłu [intelligence], mojego ducha. Mojego ducha jako posiadającego umysł, (którego dobrem jest prawda). Jeśli nie szukam prawdy odwracam się od mojego dobra, dobra istotnego, dobra pierwszorzędnego.
Powinienem zrobić wszystko, by dojść do prawdy, ponieważ poszukując jej wiem, że rozwijam w sobie to, co najbardziej witalne, najszlachetniejsze, a mianowicie mój umysł. Tak więc zaprawiając [exercer] mój umysł w tym, co największe, najdoskonalsze, z konieczności odkrywam szlachetność [noblesse] mojej osoby. Osoba zdobywa swoją prawdziwą godność, w takiej mierze w jakiej poszukuje prawdy. Dzięki poszukiwaniu prawdy doświadczam, że mój byt jest duchowy, że jest ponad światem ilości, ponad światem materialnym. Poszukiwanie i odkrywanie prawdy nadaje najgłębszą godność mojej osobie. Za to odkrywanie prawdy jestem odpowiedzialny, szczególnie dziś, w świecie, w którym jej poszukiwanie jest tak mało zaktualizowane [en acte], tak mało uznane. Tym bardziej więc wymaga ono wielkiego wysiłku, ciągłej walki - często też trzeba zaakceptować to, że w dochodzeniu do źródła jest się samemu, będąc przekonanym, że jedynie prawda może doskonalić mojego ducha mój umysł i nadać mu prawdziwą godność. Gdy słucham jedynie opinii ludzi, mój umysł nie może się uszlachetniać, nie nabywa żadnej niezależności, pozostaje zniewolony. Mogę się uwolnić z tego zniewolenia jedynie w takiej mierze, w jakiej poszukuję prawdy; jedynie ona może nas wyzwolić[4].
Trzeba nam odkryć tę tak ważną więź między poszukiwaniem prawdy a rozwojem osoby. Jedynie poszukiwanie prawdy może dać osobie godność i pozwoli jej nabyć coraz większą świadomość swojej odpowiedzialności, swojej wolności względem środowiska, w którym się znajduje. Jeśli szukam prawdy jestem zależny od rzeczywistości, która istnieje, uwalniam się jednak coraz bardziej od opinii ludzi. Odkrycie to jest bardzo ważne dla życia mojego umysłu. Ma ono kapitalne znaczenie w uchwyceniu godności osoby ludzkiej, a zarazem świadomości mojej autonomii. W poszukiwaniu prawdy przeżywam podstawową autonomię substancji. Jeśli nie poszukuję prawdy, nie mogę żyć w pełni moją autonomią i żyję nią wtedy na poziomie wyobraźni, w zależności od wszelkich pokus i haseł. O tym, że autonomię muszę zdobywać, przekonuję się stopniowo w trakcie poszukiwania prawdy. Wtedy to uświadamiam sobie, że jestem zdolny do tego poszukiwania i że jedynie prawda odkrywana na wszystkich poziomach uwalnia mnie od zależności względem środowiska, w którym żyję. Poszukiwanie prawdy jest podstawą mojej wolności, ono też pozwala mi powiększać jej zakres.
Poszukiwanie prawdy poprowadzi mnie ostatecznie do postawienia sobie pytania o to czy istnieje jakiś byt doskonalszy od tego kim ja jestem, byt wcześniejszy ode mnie, od mojego „ja jestem”? Poszukiwanie prawdy zmusza mnie do wyjścia poza moje bezpośrednie doświadczenie, do odkrycia w tym, co widzialne obecności tego, co niewidzialne. Dzięki odkryciu tego-co-istnieje, mogę przekroczyć opozycję tego-co-widzialne i tego-co-niewidzialne, zwracając uwagę na ich porządek: od tego-co-widzialne do tego-co-niewidzialne (porządek genetyczny), od tego-co-niewidzialne do tego-co-widzialne (porządek doskonałości). Opozycja ta zmusza mnie do pytania o istnienie kogoś od kogo jestem radykalnie zależny, kto jednak współpracuje ze mną w poszukiwaniu prawdy. Innymi słowy: czy mój umysł posiada jakieś ojcowskie źródło ponad sobą, które jest obecne po to, by nieustannie go przyciągać? Czy też jestem na całkowitej pustyni, bez żadnej ostatecznej odpowiedzi na moje pragnienie prawdy? Czy bliscy mi ludzie są w stanie sami mi na to odpowiedzieć? Oni są tacy jak ja i muszę po prostu szanować ich doświadczenie, które może być większe od mojego, jeśli są starsi ode mnie i jeśli poszukiwali prawdy.
Przez wzgląd na umiłowanie prawdy, warto znaleźć ludzi, którzy mi pomogą w jej poszukiwaniu, którzy będą mnie prowadzić do jej głębszego poznawania. Dobrze jest też posłużyć się ludzkim dziedzictwem: czyż wszyscy przyjaciele mądrości, wszyscy filozofowie, nie odkryli czegoś, co pomoże mi pójść dalej w tym poszukiwaniu? Umiłowanie prawdy powinno również dać mi miłość do tego dziedzictwa, jakim są tradycje religijne, troszcząc się o to, by niczego z nich a priori nie wyrzucać. Jeśli więc umiłowanie prawdy otwiera mnie na tradycje religijne, a w szczególności na tradycję judeochrześcijańską, powinienem postawić sobie pytanie o tego, kogo tradycja judeochrześcijańska pokazuje jako kogoś, kto jest kimś więcej niż zwykły człowiek, kto jest nadczłowiekiem i nie tylko nadczłowiekiem, ale i Synem Boga. Czy to wszystko jest prawda? Pewnie, nie mogę z nim mieć bezpośredniego kontaktu, bo już nie jest na tej ziemi. Gdyby jeszcze był na ziemi powinienem spróbować go spotkać: umiłowanie prawdy powinno mnie doprowadzić aż do tego. To samo rozumowanie dotyczy również i innych założycieli wielkich religii: czy Mahomet i Budda są godni wiary w porównaniu z Jezusem?
Poszukiwanie prawdy nie stanowi więc jedynie istotnej części godności mojej osoby, lecz jest jej główną osią: jestem zdolny podążać prosto moją ścieżką, nie zatrzymując się na żadnym religijnym czy politycznym a priori; wymaga to jednak wielkiej siły. Każde a priori pomniejsza moją ludzką godność, gdyż ogranicza moje poszukiwanie prawdy. Przeszkadza mi też być w pełni samym sobą, gdyż każde odkrycie prawdy pozwala mi nabyć nową wolność w stosunku do innych ludzi. Niesłychanie ważne jest aby odkryć godność mojej osoby ludzkiej, jaką jestem w stanie „budować”. Czyż nie jestem odpowiedzialny za głębię, doniosłość i wielkość mojej własnej osoby? Poszukiwanie prawdy, które nadaje strukturze mojej osobie, to znaczy pozwala mi dojść do autonomii, sprawia, że będę świadomy swojego rozwoju. Odkrywam przez to, że poszukiwanie filozoficzne, całkowicie ukierunkowane na prawdę, jest moim pierwszym dobrem. To ono <owo filozoficzne poszukiwanie> pozwoli mi odróżnić opinie od prawdy [5].
W rozwoju mojej osoby, konieczna jest owa jasność [lucidité], która pozwoli na samowychowanie mojej osoby. Nie chodzi mi na pierwszym miejscu o to, by nabyć taką czy inną cnotę, lecz o to, by odkryć mój właściwy cel. To właśnie umysł pozwala mi odkryć pierwsze i prawdziwe dobro mojej osoby, którym jest prawda. Poszukiwanie prawdy otwiera mnie bowiem na coś nieskończonego. W poszukiwaniu prawdy nie ma granic; może ono być ciągle pogłębiane. W ten sposób można odkryć, że osoba ludzka jest w pewnym sensie nieograniczona. Trzeba jednak doprecyzować, że jej nieograniczenie odnosi się do poszukiwania prawdy, a nie do jej autonomii egzystencjalnej, gdyż jej byt jest ograniczony. Osoba ludzka ograniczona jest przez czas, jest w takim czy innym wieku, urodziła się w jakimś miejscu, ma jakieś środowisko rodzinne, które jednocześnie ją podtrzymuje [porte] ale i ogranicza. W samowychowaniu trzeba z jednej strony dogłębnie sobie uświadomić ograniczenia mojej osoby w jej istnieniu, gdyż to nie ona sama dała sobie istnienie - jej istnienie nawet dla niej jest pewnym faktem; z drugiej strony trzeba by osoba była zdolna do quasi-nieskończonego poszukiwania w porządku prawdy - mówimy „quasi-nieskończonego”, ponieważ jest ono ograniczone czasem i miejscem. Wiek ogranicza zdolność do poszukiwaniu prawdy jeśli chodzi o siły biologiczne osoby nie wpływa jednak na jej jasność [lucidité]. Osoba ludzka może w ten sposób odkryć, że wiek jej ciała nie jest taki sam, jak trwanie jej ducha. Odsłania to całkiem nowy fakt: nie jest ona całkowicie ograniczona, może „przekroczyć” swój wiek, rozróżnić swój wiek fizyczny i biologiczny oraz swój głębszy wiek, swoje duchowe trwanie [durée spirituelle].
W tym odkryciu jest coś wielkiego, pewne nieskończone otwarcie się na poszukiwanie prawdy. Otwarcie to nie jest istnieniem osoby ludzkiej, ale pozostaje w porządku intencjonalności. Zmusza mnie ono jednak aby szukać aż do końca: czy istnieje Byt pierwszy, którego tradycje religijne nazywają Bogiem?
Przyjaźń - cel i zwieńczenie osoby
Obok przebudzenia [eveil] do poszukiwania prawdy (i to do samego końca), osoba ludzka posiada również naturalne, duchowe pragnienie aby kochać. Oto trzeci jej wymiar, wymiar mojej osoby: jestem bytem spragnionym kochania, który nie znajduje w sobie samym swojego absolutnego dobra. Dobro bowiem implikuje istnienie a osoba ludzka jest w swoim bycie ograniczona. Będąc jednak ograniczona w swoim istnieniu, ma quasi-nieskończną zdolność kochania, podobną do jej nieskończonego pragnienia prawdy. Osoba ludzka nie może też być ostatecznym dobrem i celem dla siebie samej. Owszem, osoba może a nawet powinna kochać siebie. Jej istnienie jest jej pierwszym dobrem. Ale poszukiwanie prawdy jest dla niej wyższym dobrem. Jej istnienie powinno być przez nie sfinalizowane do tego stopnia, że jeśli osoba nie będzie mogła poszukiwać prawdy, z pewnością straciłaby swój cel [sa finalité]. Wtedy ktoś mógłby sobie postawić pytanie: czy nie byłoby lepiej zniknąć? Jest to pytanie, które zadaje sobie dziś wielu uczonych, wielu wykształconych ludzi: jeśli poszukiwanie prawdy finalizuje osobę ludzką, to czy w dniu, w którym moje siły fizyczne nie pozwalają mi już na jej poszukiwanie, lub kraj w którym jestem uniemożliwia mi odkrywanie prawdy, czy wtedy nie jest lepiej zniknąć, mieć odwagę by zadać sobie śmierć? W rzeczywistości moje ziemskie życie jest ograniczone, podczas gdy mój duch nie. Ale co jest ponad śmiercią? Z filozoficznego punktu widzenia tego nie wiem. Czy nie mogę więc stwierdzić, że śmierć jest więcej warta niż zniewolenie starością lub jarzmem jakiegoś tyrana? Czyż nie mam prawa uwolnić się od nich?
Jest to bardzo poważne pytanie, które pojawia się w odniesieniu do osoby. Na obecnym poziomie poszukiwań filozoficznych nie mogę dać na nie odpowiedzi. Mogę jednak stwierdzić, że w najgłębszej intymności osoby [au plus intime de la personne] odkryłem quasi-nieskończoną zdolność do kochania i wiem, że osoba ludzka jest godna czci [honorable] w takiej mierze, w jakiej szuka prawdy. Jest interesująca dla siebie i innych w takiej mierze, w jakiej to poszukiwanie pozostaje aktualne. Właśnie poszukiwanie prawdy pozwala mi odkryć, że osoba ludzka może zawsze kochać drugiego człowieka duchową przyjaźnią; to zaś może nadać jej życiu sens, rzeczywiste znaczenie. Nikt nie jest sam na świecie; każdy ma więź z innymi ludźmi, więź, którą jest zdolny rozwijać. Tak więc obok poszukiwania prawdy, również przyjaźń może finalizować osobę. Osoba ludzka może być przyjacielem kogoś, kto ją kocha. Jest zdolna do kochania kogoś, kto stanie się jej przyjacielem. Podejmuje ona wtedy inicjatywy w porządku miłości duchowej. O ile prawda narzuca się ludzkiemu umysłowi, który jest przez nią posiadany, osoba pozostaje wolna w wyborze kochania tej, lub innej osoby jako przyjaciela. Osoba nie kocha wszystkich spontanicznie, lecz może sprawić, że miłość spontaniczna, pierwsza miłość, przekształci się stopniowo w prawdziwy, wolny wybór przyjaźni. Gdy ktoś odkryje, czym jest przyjaźń, zaznaje nowego rozwoju swojej osoby.
Mogę więc być przyjacielem mojego przyjaciela, jako osoba. Jeśli mój przyjaciel jest kimś czcigodnym (dzięki temu, że szuka prawdy), jego poszukiwanie staje się wtedy moim własnym. Oboje szukamy prawdy. Mamy wtedy większe możliwości osiągnięcia jej; przyjaciel przekazuje swojemu przyjacielowi wszystko to, co jest jego najcenniejszym dobrem, a mianowicie odkrycie prawdy. Przekazuje mu też w jaki sposób może z niej najlepiej skorzystać.
[4] Cf. J 8,32.
[5] Pozwoli to zrozumieć, że matematyka, jakkolwiek byłaby ciekawa, nie daje mi tej godności [noblesse], gdyż nie odkrywa ona mojej własnej osoby. Matematyka daje mi co prawda szerokie spojrzenie, które jednak nie uszlachetniają bezpośrednio mojej osoby; dlatego też wszystkie nauki zależne od niej w swej strukturze formalnej, nie mogą mi pomóc w odkryciu prawdy w pełnym tego słowa znaczeniu. Owszem istnieje pewna prawda matematyczna, jednak ta prawda nie mówi bezpośrednio nic o osobie ludzkiej, o moim "ja jestem", podczas gdy filozofia podaje mi prawdę, która dotyczy osoby ludzkiej jako takiej.